Witam ponownie,
niestety drogą korespondencyjną nie można diagnozować, wyznaczać kierunków postępowania medycznego. Byłoby to przede wszystkim niekorzystne dla Pana.
Proszę rozważyć udanie się do lekarza, bądź konsultację z psychologiem. Ma całe życie przed sobą - warto chyba pomyśleć nad sposobami, rozwiązaniami, które pozwolą Panu przeżyć je spokojnie i szczęśliwie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę tylko wszystkiego dobrego
Właśnie odkryłam ten wspaniały i ciekawy portal. Zdecydowałam się napisać, ponieważ wydaje mi się się rozumiem tę Twoją bezradność w sytuacji w jakiej byłeś jeszcze w grudniu ( swoją drogą, najgorszy, najcięższy czas dla singli - rozbuchane Święta). Nie wiem co u Ciebie obecnie się dzieje. Czy radzisz sobie, czy znalazłeś terapeutę? Jest dla mnie oczywiste, że ten pan psycholog z internetu nie udzieli Ci pomocy. Ja też nie, ani żadna inna osoba nie wypisze Ci panaceum na Twoje cierpienie i liczne problemy, które poskutkuje bezpośrednio po zażyciu. Nie ma takiego środka. Na szczęście mamy już w naszych czasach psychoterapię i antydepresanty. Wiem z własnego doświadczenia ( i prawie całej mojej rodziny :b), że psychoterapia jest tym cudownym środkiem, który daję szansę człowiekowi na wygrzebanie się z tego starego cuchnącego koryta , którym dotychczas płynęło nasze życie, Człowiek w depresji nie widzi dla siebie żadnej szansy ani nadziei. Czuje się bezsilny i pogrążony. Psychoterapia to nie jedno celne zdanie od psychoterapeuty, które zdziała cuda, ale długa ( rok, dwa, trzy...) i często bolesna operacja na samym sobie. Terapeuta jest przewodnikiem, współczesnym guru, któremu ufasz, bo wiesz, że jego dyskretna czujność, pytania, wskazówki pomagają Ci odzyskać dawno utraconą wolność, przypomnieć sobie jaką przyjemność sprawia możliwość oddychania i wstawania każdego ranka wraz ze słońcem. Ponadto na nowo uczysz się żyć. Bo życie jest trudną sztuką i tylko ten kto poświęci wszystkie siły opanowaniu tej sztuki jest naprawdę szczęśliwy. Stopniowo zaczynasz postrzegać świat innymi, nowymi oczami. Uczysz się rozwiązywać stare problemy w inny sposób, tym razem skuteczny i konstruktywny, (bo dotychczas w Twoim życiu dominowały metody destrukcyjne) . Stajesz się bardziej uważny. Wszystko co robisz, mówisz, myślisz, czujesz staje się ważne i starasz się by to , co komunikujesz światu było mądre, dobre, konsekwentne i zrozumiałe. Nowe koryto twojej rzeki zaczyna się wypełniać czystą, zdrową wodą i łączyć się z innymi czystymi rzekami, ponieważ właśnie otworzyłeś się i zacząłeś lepiej rozumieć otaczający Cię świat i ludzi.
Trzeba tylko zrobić pierwszy krok, potem drugi, trzeci itd. Albo staniesz się Panem SWOJEGO życia, albo je zmarnujesz. Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale obecnie system pomocy psychologicznej działa następująco:
1. Jeśli masz bardzo trudną, kryzysową sytuację (np. uczucie rozpaczy, myśli samobójcze itp. ) i potrzebujesz natychmiastowej pomocy, to w każdym większym mieście znajduje się Ośrodek Interwencji Kryzysowej ( w b. dużych miastach nawet czynny całą dobę). Idziesz tam bez umawiania się, mówisz co się dzieje i prosisz o rozmowę i poradę. OIK zajmuje się Tobą do 6 tygodni. Oni udzielają Ci wsparcia psychologicznego, a także powinni służyć namiarami na profesjonalne ośrodki terapeutyczne. Te 6 tygodni to dla Ciebie czas na poszukiwanie terapeuty, umówienie się na wizytę ( konsultację).
Jeśli nie ma w pobliżu OIKu , to dzwonisz na Telefon Zaufania dla ludzi z depresją ( 116 123 - pn-pt, godz. 14-22) i prosisz i pomoc i namiary na profesjonalne ośrodki w Twojej okolicy.
2. Twoja psychoterapia może być z NFZ - trochę dłuższe kolejki, wizyty raz w tygodniu, ale za darmo!! Tu ważne jest, byś udał się do osoby o dobrej opinii profesjonalisty. Konowałów nie brak, niestety.
3. Może być prywatnie (wydasz może kasy!). Wizyty nawet częściej niż raz na tydzień, w zależności od natężenia i powagi problemów.
4. Najwygodniejsza opcja - znaleźć doświadczonego psychoterapeutę i psychiatrę w jednym. Nie będziesz musiał ganiać do dwóch różnych osób i dwa razy opowiadać co się z tobą dzieje. Ale rzadko się udaje znaleźć takiego kogosia.
5..
Mam nadzieję, że uda Ci się pokonać ten ból i wrócić do normalnego życia. Wiem jak to jest, bo sama miałam podobne doświadczenia. Serdecznie życzę szybkiej poprawy nastroju.
Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1.5 rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 8 lat zmarła mi matka, mieszkam w rodzinie zastępczej. Rodzice zastępczy obdarowali mnie wielką miłością ze swojej strony za co im niezmiernie dziękuje. Jak już stwierdziłem jestem osobą emocjonalną i boję się rozstań. W tej chwili jestem podłamany choć minęło już kilka miesięcy od naszego rozstania, wylałem wiele łez, miałem myśli samobójcze, po jakimś czasie przeszło i z powrotem powróciło uczucie beznadziejności, wspomnienia i brak osoby, którą kocham do tej pory. Wieczorami jest najgorzej, męczą wspomnienia. Popełniałem wiele błędów w naszym związku, zawsze chciałem być dla kogoś tym wszystkim, a cały czas ktoś mnie odrzuca, czuję się słaby, beznadziejny, nie chce mi się żyć i nie wiem co robić. Dziękuję.
Witam,
poproszę o założenie nowego wątku na portalu abcdepresja.pl. Wówczas będę mógł wyczerpująco odpowiedzieć na wszelkie pytania i postarać się doradzić Panu w tej sytuacji.
Człowieku, jak masz jakiegoś dobrego kumpla, z którym możesz pogadać o takich spawach, to kup 5 g dobrego zioła, zapalcie, na luzie pogadajcie szczerze i ci przejdzie. Wiem, że pomoże, bo próbowałem na sobie.
PS Jak kumpel nie pomoże albo nie masz takiego kumpla, to zapal sam i pomyśl logicznie, czy warto sobie zadawać cierpienie przez te (kobiety) (dziewczyny).
Jakbym słyszała mojego kumpla! Zioło i alkohol najlepszą terapią?! Bzdura. Budzisz się nazajutrz i jest jeszcze gorzej. Wiem coś o tym, próbowałam nie raz. Miłość nie przechodzi tylko wpadasz w co raz większy dołek. Niestety bo nadal go bardzo kocham i to boli.
Nie wiem jak samemu sobie poradzić? Może jakoś Pan poradzi ? Co robić ?
Witam ponownie,
niestety drogą korespondencyjną nie można diagnozować, wyznaczać kierunków postępowania medycznego. Byłoby to przede wszystkim niekorzystne dla Pana.
Proszę rozważyć udanie się do lekarza, bądź konsultację z psychologiem. Ma całe życie przed sobą - warto chyba pomyśleć nad sposobami, rozwiązaniami, które pozwolą Panu przeżyć je spokojnie i szczęśliwie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę tylko wszystkiego dobrego
Właśnie odkryłam ten wspaniały i ciekawy portal. Zdecydowałam się napisać, ponieważ wydaje mi się się rozumiem tę Twoją bezradność w sytuacji w jakiej byłeś jeszcze w grudniu ( swoją drogą, najgorszy, najcięższy czas dla singli - rozbuchane Święta). Nie wiem co u Ciebie obecnie się dzieje. Czy radzisz sobie, czy znalazłeś terapeutę? Jest dla mnie oczywiste, że ten pan psycholog z internetu nie udzieli Ci pomocy. Ja też nie, ani żadna inna osoba nie wypisze Ci panaceum na Twoje cierpienie i liczne problemy, które poskutkuje bezpośrednio po zażyciu. Nie ma takiego środka. Na szczęście mamy już w naszych czasach psychoterapię i antydepresanty. Wiem z własnego doświadczenia ( i prawie całej mojej rodziny :b), że psychoterapia jest tym cudownym środkiem, który daję szansę człowiekowi na wygrzebanie się z tego starego cuchnącego koryta , którym dotychczas płynęło nasze życie, Człowiek w depresji nie widzi dla siebie żadnej szansy ani nadziei. Czuje się bezsilny i pogrążony. Psychoterapia to nie jedno celne zdanie od psychoterapeuty, które zdziała cuda, ale długa ( rok, dwa, trzy...) i często bolesna operacja na samym sobie. Terapeuta jest przewodnikiem, współczesnym guru, któremu ufasz, bo wiesz, że jego dyskretna czujność, pytania, wskazówki pomagają Ci odzyskać dawno utraconą wolność, przypomnieć sobie jaką przyjemność sprawia możliwość oddychania i wstawania każdego ranka wraz ze słońcem. Ponadto na nowo uczysz się żyć. Bo życie jest trudną sztuką i tylko ten kto poświęci wszystkie siły opanowaniu tej sztuki jest naprawdę szczęśliwy. Stopniowo zaczynasz postrzegać świat innymi, nowymi oczami. Uczysz się rozwiązywać stare problemy w inny sposób, tym razem skuteczny i konstruktywny, (bo dotychczas w Twoim życiu dominowały metody destrukcyjne) . Stajesz się bardziej uważny. Wszystko co robisz, mówisz, myślisz, czujesz staje się ważne i starasz się by to , co komunikujesz światu było mądre, dobre, konsekwentne i zrozumiałe. Nowe koryto twojej rzeki zaczyna się wypełniać czystą, zdrową wodą i łączyć się z innymi czystymi rzekami, ponieważ właśnie otworzyłeś się i zacząłeś lepiej rozumieć otaczający Cię świat i ludzi.
Trzeba tylko zrobić pierwszy krok, potem drugi, trzeci itd. Albo staniesz się Panem SWOJEGO życia, albo je zmarnujesz. Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale obecnie system pomocy psychologicznej działa następująco:
1. Jeśli masz bardzo trudną, kryzysową sytuację (np. uczucie rozpaczy, myśli samobójcze itp. ) i potrzebujesz natychmiastowej pomocy, to w każdym większym mieście znajduje się Ośrodek Interwencji Kryzysowej ( w b. dużych miastach nawet czynny całą dobę). Idziesz tam bez umawiania się, mówisz co się dzieje i prosisz o rozmowę i poradę. OIK zajmuje się Tobą do 6 tygodni. Oni udzielają Ci wsparcia psychologicznego, a także powinni służyć namiarami na profesjonalne ośrodki terapeutyczne. Te 6 tygodni to dla Ciebie czas na poszukiwanie terapeuty, umówienie się na wizytę ( konsultację).
Jeśli nie ma w pobliżu OIKu , to dzwonisz na Telefon Zaufania dla ludzi z depresją ( 116 123 - pn-pt, godz. 14-22) i prosisz i pomoc i namiary na profesjonalne ośrodki w Twojej okolicy.
2. Twoja psychoterapia może być z NFZ - trochę dłuższe kolejki, wizyty raz w tygodniu, ale za darmo!! Tu ważne jest, byś udał się do osoby o dobrej opinii profesjonalisty. Konowałów nie brak, niestety.
3. Może być prywatnie (wydasz może kasy!). Wizyty nawet częściej niż raz na tydzień, w zależności od natężenia i powagi problemów.
4. Najwygodniejsza opcja - znaleźć doświadczonego psychoterapeutę i psychiatrę w jednym. Nie będziesz musiał ganiać do dwóch różnych osób i dwa razy opowiadać co się z tobą dzieje. Ale rzadko się udaje znaleźć takiego kogosia.
5..
Mam nadzieję, że uda Ci się pokonać ten ból i wrócić do normalnego życia. Wiem jak to jest, bo sama miałam podobne doświadczenia. Serdecznie życzę szybkiej poprawy nastroju.
Mam 21 lat, minęło około 4 miesiące od rozpadu mojego 1.5 rocznego związku, nie potrafię poradzić sobie z tym rozstaniem, miewam dosyć częste wahania nastrojów. Jestem mężczyzną dosyć emocjonalnym. Każde rozstanie przechodziłem dosyć ciężko. Gdy miałem 3 lata rodzice się rozwiedli, kiedy miałem 8 lat zmarła mi matka, mieszkam w rodzinie zastępczej. Rodzice zastępczy obdarowali mnie wielką miłością ze swojej strony za co im niezmiernie dziękuje. Jak już stwierdziłem jestem osobą emocjonalną i boję się rozstań. W tej chwili jestem podłamany choć minęło już kilka miesięcy od naszego rozstania, wylałem wiele łez, miałem myśli samobójcze, po jakimś czasie przeszło i z powrotem powróciło uczucie beznadziejności, wspomnienia i brak osoby, którą kocham do tej pory. Wieczorami jest najgorzej, męczą wspomnienia. Popełniałem wiele błędów w naszym związku, zawsze chciałem być dla kogoś tym wszystkim, a cały czas ktoś mnie odrzuca, czuję się słaby, beznadziejny, nie chce mi się żyć i nie wiem co robić. Dziękuję.
Witam,
poproszę o założenie nowego wątku na portalu abcdepresja.pl. Wówczas będę mógł wyczerpująco odpowiedzieć na wszelkie pytania i postarać się doradzić Panu w tej sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie
Człowieku, jak masz jakiegoś dobrego kumpla, z którym możesz pogadać o takich spawach, to kup 5 g dobrego zioła, zapalcie, na luzie pogadajcie szczerze i ci przejdzie. Wiem, że pomoże, bo próbowałem na sobie.
PS Jak kumpel nie pomoże albo nie masz takiego kumpla, to zapal sam i pomyśl logicznie, czy warto sobie zadawać cierpienie przez te (kobiety) (dziewczyny).
Jakbym słyszała mojego kumpla! Zioło i alkohol najlepszą terapią?! Bzdura. Budzisz się nazajutrz i jest jeszcze gorzej. Wiem coś o tym, próbowałam nie raz. Miłość nie przechodzi tylko wpadasz w co raz większy dołek. Niestety bo nadal go bardzo kocham i to boli.
Ja mam ten stan od 4 lat i żyje jeszcze, ledwo bo ledwo ale ciągnę, a boli coraz mocniej.
Dodaj nowy komentarz