Straciłam chęć do życia z niewiadomych powodów. Czy jestem chora?
1
Straciłam chęć do życia z niewiadomych powodów. Czy jestem chora?
02 grudzień 2010
annnnnnnn (niezweryfikowany)27.10.2011, 23:23.
Wszystko to - jakbym czytała o sobie. Tyle że ja 2 miesiące borykam się z tym stanem, najgorszy czas w moim życiu. Mam wrażenie że tonę po prostu i wpętliłam się w jakieś błędne koło: nie chce żeby ktoś mnie w takim stanie widział i rozpoznał że coś jest nie tak, dlatego też unikam moich przyjaciół, znajomych i siędzę wyalienowana w domu, a właściwie to tylko w swoim pokoju bo od rodziny też się izoluje, co powoduję że jeszcze bardziej mi się pogarsza bo przez cały czas myślę i się zamartwiam. Nie udało mi się wymiksować z paru wyjść i skutek tego był opłakany w moim odczuciu - nie umiałam się z nimi dogadać, zamknęłam się w sobie i po prostu mi się nie chciało, więc i oni się zaczęli ode mnie odsuwać. Czuję że jak zaraz czegoś nie zrobię stracę ich, stracę całe moje życie. studia, rodzinę - mam wrażenie że im też się zaczyna udzielać moj nastrój.
Ja się zapisałam do psychologa, po pierwszej wizycie byłam rozczarowana, miałam nadzieję że chociaż trochę rozpozna co mi może być i jakoś szybciej zadziałamy, a tu głównie ja gadałam ledwo powstrzymując się od płaczu (wtedy czułam się jakbym dotknęła samego dna... młoda dziewczyna bez większych problemów powinna się cieszyć życiem, wziąść się w garść a tymczasem... żenujące) a następna wizyta dopiero za 2 tyg. a ja potrzebuję jakiegoś planu działania od zaraz bo już nie mogę wytrzymać nawet we własnym domu.
Zamówiłam sobie ostatnio 5htc, może to mi troszkę chociaż rozjaśni umysł.
Jestem ciekawa czy już odeszły od Ciebie Magdo te mroczne dni, mam nadzieję że tak. Jeśli to przeczytasz, to proszę napisz co Ci pomogło bo jestem zdesperowana i już sama nie wiem co robić.
Wszystko to - jakbym czytała o sobie. Tyle że ja 2 miesiące borykam się z tym stanem, najgorszy czas w moim życiu. Mam wrażenie że tonę po prostu i wpętliłam się w jakieś błędne koło: nie chce żeby ktoś mnie w takim stanie widział i rozpoznał że coś jest nie tak, dlatego też unikam moich przyjaciół, znajomych i siędzę wyalienowana w domu, a właściwie to tylko w swoim pokoju bo od rodziny też się izoluje, co powoduję że jeszcze bardziej mi się pogarsza bo przez cały czas myślę i się zamartwiam. Nie udało mi się wymiksować z paru wyjść i skutek tego był opłakany w moim odczuciu - nie umiałam się z nimi dogadać, zamknęłam się w sobie i po prostu mi się nie chciało, więc i oni się zaczęli ode mnie odsuwać. Czuję że jak zaraz czegoś nie zrobię stracę ich, stracę całe moje życie. studia, rodzinę - mam wrażenie że im też się zaczyna udzielać moj nastrój.
Ja się zapisałam do psychologa, po pierwszej wizycie byłam rozczarowana, miałam nadzieję że chociaż trochę rozpozna co mi może być i jakoś szybciej zadziałamy, a tu głównie ja gadałam ledwo powstrzymując się od płaczu (wtedy czułam się jakbym dotknęła samego dna... młoda dziewczyna bez większych problemów powinna się cieszyć życiem, wziąść się w garść a tymczasem... żenujące) a następna wizyta dopiero za 2 tyg. a ja potrzebuję jakiegoś planu działania od zaraz bo już nie mogę wytrzymać nawet we własnym domu.
Zamówiłam sobie ostatnio 5htc, może to mi troszkę chociaż rozjaśni umysł.
Jestem ciekawa czy już odeszły od Ciebie Magdo te mroczne dni, mam nadzieję że tak. Jeśli to przeczytasz, to proszę napisz co Ci pomogło bo jestem zdesperowana i już sama nie wiem co robić.
Dodaj nowy komentarz