Mam 46 lat. Jestem już babcią. Moje życie niby ustabilizowane ale jednak coś jest nie tak. Jestem DDA mój mąż też alkoholik trzeźwy od 11lat, przeszłam terapię współuzależnienia i DDA było jakiś czas dobrze i znowu jest od kilku lat depresja endogenna. Leczenie farmakologiczne dawało pozorną poprawę, jak odstawiam leki po kilku miesiącach to samo pragnę zasnąć i się nie obudzić. Praca zawodowa przytłacza, potworne zmęczenie i nie potrafię się cieszyć. Nie utrzymuję żadnych kontaktów z ludźmi,domownicy mi przeszkadzają,najlepiej czuję się sama. Nadal czuję strach przed matką, bo ona cierpi na słowną biegunkę. Na terapii z DDA nic nie wyniosłam, poza jakąś wiedzą, ale trudno mi ją wdrożyć do życia. Całe swoje życie byłam osobą niewidzialną, dzieckiem we mgle. Nie wiem co mam robić dalej? Ja nie chcę tak dalej żyć, ale jak to sama nie wiem, czy mam znowu zacząć terapie u psychologa. Tylko brak mi odwagi zgłosić się do psych. której ufam, bo tyle godzin przepracowaliśmy i nadal jestem w punkcie wyjścia, wstyd mi, że jestem taka beznadziejna.Tyle mi nakładła do głowy, a ja nadal nic. Proszę o jakąś radę. Co mam robić, bo życie już mi tak dało w kość.
Mam 46 lat. Jestem już babcią. Moje życie niby ustabilizowane ale jednak coś jest nie tak. Jestem DDA mój mąż też alkoholik trzeźwy od 11lat, przeszłam terapię współuzależnienia i DDA było jakiś czas dobrze i znowu jest od kilku lat depresja endogenna. Leczenie farmakologiczne dawało pozorną poprawę, jak odstawiam leki po kilku miesiącach to samo pragnę zasnąć i się nie obudzić. Praca zawodowa przytłacza, potworne zmęczenie i nie potrafię się cieszyć. Nie utrzymuję żadnych kontaktów z ludźmi,domownicy mi przeszkadzają,najlepiej czuję się sama. Nadal czuję strach przed matką, bo ona cierpi na słowną biegunkę. Na terapii z DDA nic nie wyniosłam, poza jakąś wiedzą, ale trudno mi ją wdrożyć do życia. Całe swoje życie byłam osobą niewidzialną, dzieckiem we mgle. Nie wiem co mam robić dalej? Ja nie chcę tak dalej żyć, ale jak to sama nie wiem, czy mam znowu zacząć terapie u psychologa. Tylko brak mi odwagi zgłosić się do psych. której ufam, bo tyle godzin przepracowaliśmy i nadal jestem w punkcie wyjścia, wstyd mi, że jestem taka beznadziejna.Tyle mi nakładła do głowy, a ja nadal nic. Proszę o jakąś radę. Co mam robić, bo życie już mi tak dało w kość.
Dodaj nowy komentarz