- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Zawsze byłem pełen życia teraz nic nie ma sensu
Zawsze byłem pełen życia teraz nic nie ma sensu
Witam. Mam 25 lat, od ponad roku nie wiem co się ze mną dzieje. Mam poczucie ogólnej beznadziei, nic mnie nie cieszy, nie mam na nic siły, dawne zainteresowania zostawiłem prawie całkowicie. Jak nie jestem w pracy to siedze całymi dniami w domu, nic mi się nie chce robić, nie mam na to siły, ciągle słabo się czuję i chce mi się spać. Mam opory, żeby iść do psychiatry, jak robiłem podstawowe badania to wynikało z nich, że jestem zdrów jak ryba, ale zdecydowanie zdrowo się nie czuję. Często mam jakieś kołatania serca i duszności, łatwo się denerwuje, mam bardzo niską samoocenę. Nie wiem co mam robić, cierpi na tym moja dziewczyna, bo zadręczam ją swoim użalaniem, nie ma we mnie oparcia. Chciałbym to zmienić.
Witam Serdecznie
Opisywane przez Pana objawy mogą wskazywać na depresję. Opisuje Pan brak energii, obniżone samopoczucie, apatię, problemy z nadmierną sennością, niskie poczucie własnej wartości. Zdecydowanie nie ma na co czekać. Rozumiem iż ma Pan obawy przed wizytą u lekarza psychiatry. Jeżeli jest Pan chory na depresję (na co może wskazywać Pana opis, szczególnie przy braku odchyleń w badaniach) powinna być ona leczona, i co ważniejsze – może być wyleczona. Oczekiwanie na rozwój sytuacji może jedynie pogorszyć Pana stan psychiczny. Proponuję wizytę u lekarza – w celu oceny objawów i ewentualnego rozpoczęcia terapii. Może być to sposób na zmianę Pana sytuacji.
pozdrawiam









Witam. Mam 41 lat , od dłuższego czasu mam dziwne stany psychiczne. Mój problem polega na tym, że wszystko mnie denerwuje. Zamykam się w sobie, do nikogo się nie odzywam, ciągle jestem senny i nie mogę znaleźć sobie miejsca. Mam niskie poczucie wartości, że do niczego się nie nadaje. Najchętniej odpowiada mi być samym. Gdy taki stan trwa dłużej kumuluje się we mnie złość i wtedy się wściekam szukając byle pretekstu. Siedemnaście lat byłem w związku małżeńskim, było to nie udane małżeństwo. Ciągłe kłótnie o najmniejsze rzeczy np. czy szafa ma stać w tym miejscu czy w tym. Żona nie potrafiła ustąpić, a ja widząc, że to nie ma sensu po prostu nie odzywałem się tygodniami, aby uniknąć kolejnej kłótni. Z roku na rok zaczęliśmy się od siebie oddalać. Gdy cokolwiek robiłem twierdziła, że robię to źle i do niczego się nie nadaję. Gdy taki stan milczenia trwał dłużej ona próbowała mnie udobruchać, lecz ja ciągle milczałem i wtedy zaczynało się piekło. Ubliżała mi od najgorszych i w końcu używała rąk. Tak naprawdę to tylko zgadzaliśmy się w łóżku. Obecnie jesteśmy w separacji i od roku żyje z nową partnerką. Nie chce niczego popsuć bo ją kocham, lecz te stany z przed lat wracają i nie mogę sobie z nimi poradzić. PROSZĘ O POMOC
Witam, mam37lat, prawdę mówiąc nigdy nie wiedziałam co to znaczy mieć, brzydko mówiąc tzw. doła, brak chęci do życia, być niezadowolona ze wszystkiego, każdy mi przeszkadza, nawet ludzie idący ulica z naprzeciwka i dlaczego nie idą sobie drugą stroną ulicy. Płacz mam na zawołanie, nerwy, złość, bezsenność, brak sensu i zadowolenia z i do życia. Nigdy w takim stanie się nie znalazłam, byłam osobą wiecznie śmiejącą się, żartobliwą, wesołą, potrafiłam komuś doradzić, pomóc. Dziś nie mogę się sama odnaleźć, podnieść, dźwignąć. Nie wiem jak mam sobie pomóc, aby być tą osobą co kiedyś. Nie tak dawno, około 1,5 miesiąca temu i nagle runął mi świat, zawalił się. Jestem za granicą, jest to dla mnie pierwsze tak mocne, silne załamanie się psychiczne, nawet po rozwodzie w takim stanie się nie znalazłam 11lat temu, po prostu nie jestem sobą nie moje zachowanie jest teraz nie podobne do mnie, nie potrafię poradzić sobie sama ze sobą, odnaleźć się. Odpycham wszystkich dookoła od siebie, a jak jestem sama, bo tak chcę to jestem wściekła, że sama wchodząc do domu, gdzie pracuję mam płacz od razu, dusze się w zamknięciu, szukam wyjścia do ludzi, miasta, być między ludźmi, ale ostatnio nawet na rozmowy nie mam ochoty, nie wiem co się dzieje ze mną, nigdy tak nie było, proszę o radę. Dziękuję.
Mam 33 lata, męża i dziecko...i wszystko to co opisujecie.......LECZ NIKOGO TO NIE OBCHODZI, TO TAK BARDZO SMUTNE...;(
witam ja mam24 lata dwojke dzieci i tak samo nic mi sie nie chce siedze w domu z dziecmi mam wszystkiego juz dosc...sprzatania gotowania bawienia sie z dziecmi bym lezala i nic nie robila meza calymi dniami nie ma a jak jest to i tak ma robote w domu nie mam z kim pogadac spotkac sie znajomi nie maja czasu.....
Fajne są porady o tym, że deprechę można leczyć. Tylko jakoś nikt nie wspomina, że depresja nie bierze się "z powietrza", tylko jest wynikiem jakiegoś ciągu zdarzeń, które nas dotykają. Leczenie depresji powinno zacząć się od usunięcia jej przyczyn. Często jest to głębokie zranienie emocjonalne przez kogoś, kto był dla nas "całym światet", inną przyczyną mogą być problemy finansowe. Leczenie u psychiatry to leczenie objawów a nie przyczyn.
W powyższych przypadkach mamy niewątpliwie do czynienia ze stanami depresyjnymi, nieraz bardzo silnymi. Proponuje się "z marszu" wizytę u psychiatry. Nie jest to jednak rozwiązanie problemu. Słusznie użytkownik "aaa1x" zwrócił na to uwagę. Co zrobi NFZ-towski lekarz psychiatra? Dobierze leki. Człowiek, który potrzebuje miłości, drugiej osoby, szczęścia, usunięcia poważnych życiowych problemów. "Prochy" tego nie dadzą. Co najwyżej złagodzą objawy szkodząc przy okazji na coś innego.
Takie jest to nasze współczesne społeczeństwo, że coraz więcej jest "samotników" w tłumie ludzi. Osoba, która ma poważne życiowe problemy nie ma nawet kogo się poradzić, ponieważ ludzie na ogół są płytcy w myśleniu, autentycznej empatii, doświadczeniu życiowym. Nawet psychiatra, który ma "odbębnić" swoją robotę na ogół nie chce się zbytnio angażować. Zresztą, nie ma nawet na to czasu, skoro przed gabinetem oczekuje długa kolejka pacjentów.
Drugi aspekt sprawy to gabinety psychologiczne. Absolwentów psychologii mamy naprawdę zbyt wielu, a prawdziwych specjalistów w tej dziedzinie... prawie wcale. Ilość dyplomów wielokrotnie przewyższa kompetencje "speców" w tej branży.
Dodaj nowy komentarz