Skala Becka - sprawdź, czy masz depresję
6 czerwiec 2009, godz. 10:44
W chorobach psychicznych nie ma badań laboratoryjnych, których wyniki jednoznacznie wskazywałyby na diagnozę, tak jak np. poziom glukozy w cukrzycy. Czasem używane są testy, kwestionariusze, które mogą jedynie sugerować jakieś zaburzenie. Zawsze wymagają one jednak, potwierdzenia badaniem lekarskim.
Takim pomocnym badaniem w depresji jest Skala Depresji Becka. Została ona stworzona przez Aarona Becka w 1961 roku. Test ten, składa się z 21 pytań, na które pacjent samodzielnie udziela odpowiedzi. Wypełnia się go w odniesieniu do konkretnego okresu czasu, np. minionego miesiąca lub tygodnia. Pacjent wybiera odpowiedź spośród 4 wariantów, które odpowiadają kolejno większej intensywności objawów. Są one punktowane odpowiednio jako 0,1,2,3 punkty, które po zsumowaniu dają wynik testu.
Jednak nie wystarczy to do rozpoznania lub wykluczenia depresji. Test może być tylko pomocą w diagnozie lub może służyć do monitorowania skuteczności leczenia. Wynik uzyskany w Skali Depresji Becka najlepiej oceni lekarz specjalista w połączeniu z przeprowadzonym przez niego badaniem.
Samodzielne wykonanie testu oraz uzyskany w ten sposób wynik, może być ważnym sygnałem o istnieniu zaburzeń nastroju. Wszelkie budzące niepokój wyniki, lub ich nieadekwatność do odczuwanego samopoczucia, powinny skłaniać do wizyty u lekarza.
Test ten jest szczególnie przydatny w monitorowaniu skuteczności leczenia depresji. Przydatna jest także możliwość porównywania wyników, otrzymanych w różnych okresach czasu, np. przed podjęciem leczenia, i w jego trakcie.
Sprawdź czy masz depresję?
Poniżej znajduje się Skala Depresji Becka. Spróbuj ją wypełnić.
Najpierw określ jakiego przedziału czasu będą dotyczyły Twoje odpowiedzi, i stosuj te ramy czasowe do wszystkich pytań. Najlepiej jest wypełniać skalę w odniesieniu do ostatnich dwóch tygodni lub miesiąca. Nie zmieniaj wybranego przedziału czasu w trakcie udzielania odpowiedzi.
Spokojnie zastanów się nad każdym pytaniem, tak by zaznaczone odpowiedzi stanowiły wiarygodne odzwierciedlenie Twojego samopoczucia.
Zaznacz odpowiedzi i zsumuj cyfry oznaczające każdą, wybraną przez Ciebie odpowiedź. Po zakończeniu, sprawdź co może oznaczać Twój wynik.
A.
0 - nie jestem smutny ani przygnębiony.
1 - odczuwam często smutek i przygnębienie.
2 - przeżywam stale smutek, przygnębienie i nie mogę uwolnić się od tych przeżyć.
3 - jestem stale tak smutny i nieszczęśliwy, że jest to nie do wytrzymania.
B.
0 - nie przejmuję się zbytnio przyszłością.
1 - często martwię się o przyszłość.
2 - obawiam się, że w przyszłości nic dobrego mnie nie czeka.
3 - czuje, że przyszłość jest beznadziejna i nic tego nie zmieni.
C.
0 - sądzę że nie popełniam większych zaniedbań.
1 - sądzę że czynię więcej zaniedbań niż inni.
2 - kiedy spoglądam na to co robiłem, widzę mnóstwo błędów i zaniedbań.
3 - jestem zupełnie niewydolny i wszystko robię źle.
D.
0 - to co robię sprawia mi przyjemność.
1 - nie cieszy mnie to co robię.
2 - nic mi teraz nie daje prawdziwego zadowolenia.
3 - nie potrafię przeżywać zadowolenia i przyjemności i wszystko mnie nuży.
E.
0 - nie czuję się winnym ani wobec siebie ani wobec innych.
1 - dość często miewam wyrzuty sumienia.
2 - często czuję że zawiniłem.
3 - stale czuję się winnym.
F.
0 - sądzę, że nie zasługuję na karę.
1 - sądzę, że zasługuję na karę.
2 - spodziewam się ukarania.
3 - wiem, że jestem karany (lub ukarany)
G.
0 - jestem z siebie zadowolony.
1 - nie jestem z siebie zadowolony.
2 - czuję do siebie niechęć.
3 - nienawidzę siebie.
H.
0 - nie czuję się gorszy od innych.
1 - zarzucam sobie że jestem nieudolny i popełniam błędy.
2 - stale potępiam siebie za popełnione błędy.
3 - winie siebie za wszystko zło które istnieje.
I.
0 - nie myślę o odebraniu sobie życia.
1 - myślę o samobójstwie - ale nie mógłbym tego dokonać.
2 - pragnę odebrać sobie życie.
3 - popełnię samobójstwo jak będzie odpowiednia sposobność.
J.
0 - nie płaczę częściej niż zwykle.
1 - płaczę częściej niż dawniej.
2 - ciągle chce mi się płakać.
3 - chciałbym płakać lecz nie jestem w stanie.
K.
0 - nie jestem bardziej podenerwowany niż dawniej.
1 - jestem bardziej nerwowy i przykry niż dawniej.
2 - jestem stale nerwowy i rozdrażniony.
3 - wszystko co dawniej mnie drażniło stało się obojętne.
L.
0 - ludzie interesują mnie jak dawniej.
1 - interesuje się ludźmi mniej niż dawniej.
2 - utraciłem większość zainteresowań innymi ludźmi.
3 - utraciłem wszelkie zainteresowania innymi ludźmi.
M.
0 - decyzje podejmuję łatwo tak jak dawniej.
1 - częściej niż kiedyś odwlekam podjęcie decyzji.
2 - mam dużo trudności z podjęciem decyzji.
3 - nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji.
N.
0 - sądzę, że wyglądam nie gorzej niż dawniej.
1 - martwię się tym, że wyglądam staro i nieatrakcyjnie.
2 - czuję, że wyglądam coraz gorzej.
3 - jestem przekonany że wyglądam okropnie i odpychająco.
O.
0 - mogę pracować tak jak dawniej.
1 - z trudem rozpoczynam każdą czynność.
2 - z wielkim wysiłkiem zmuszam się do zrobienia czegokolwiek.
3 - nie jestem w stanie nic robić.
P.
0 - sypiam dobrze jak zwykle.
1 - sypiam gorzej niż dawniej.
2 - rano budzę się 1 - 2 godziny za wcześnie i trudno jest mi ponownie usnąć.
3 - budzę się kilka godzin za wcześnie i nie mogę usnąć.
Q.
0 - nie męczę się bardziej niż dawniej.
1 - meczę się znacznie łatwiej niż poprzednio.
2 - męczę się wszystkim co robię.
3 - jestem zbyt zmęczony aby cokolwiek robić.
R.
0 - mam apetyt nie gorszy niż dawniej.
1 - mam trochę gorszy apetyt,
2 - apetyt mam wyraźnie gorszy.
3 - nie mam w ogóle apetytu.
S.
0 - nie tracę na wadze ciała (w okresie ostatniego miesiąca)
1 - straciłem na wadze więcej niż 2 kg.
2 - straciłem na wadze więcej niż 4 kg.
3 - straciłem na wadze więcej niż 6 kg.
(jeśli się odchudzasz specjalnie to się nie liczy)
T.
0 - nie martwię się o swoje zdrowie bardziej niż zawsze.
1 - martwię się swoimi dolegliwościami, mam rozstrój żołądka, zaparcia, bóle.
2 - stan mego zdrowia bardzo mnie martwi często o tym myślę.
3 - tak bardzo martwię się o swoje zdrowie, że nie mogę o niczym innym myśleć.
U.
0 - moje zainteresowania seksualne nie uległy zmianom.
1 - jestem mniej zainteresowany sprawami płci (seksu)
2 - problemy płciowe wyraźnie mnie interesują.
3 - utraciłem wszelkie zainteresowania sprawami seksualnymi.
Zsumuj teraz wszystkie cyfry i sprawdź w którym przedziale mieści się otrzymany przez Ciebie wynik.
0 do 11 punktów - brak depresji
12 do 19 punktów - łagodna depresja
20 - 25 punktów - średnia depresja
26 i więcej - ciężka depresja
Jednak ważne jest, że wypełnienie tego testu nie zastępuje wizyty u lekarza psychiatry. Bezwzględnie należy skorzystać z konsultacji lekarza gdy otrzymany wynik wskazuje na możliwość chorowania na depresję. Istotne jest to także w sytuacji, gdy mała liczba punktów nie jest adekwatna do odczuwanych przez nas objawów.
- Zaloguj się lub utwórz konto aby dodać komentarz



Komentarze
Na depresję choruję od 2000 r. Było źle, teraz jest dużo lepiej. Cały czas jestem pod kontrolą Poradni Zdrowia Psyczicznego - rozmowy indywwidualne, grupa terapeutyczna, leki p/depresyjne - obecnie cital, 4 x pobyt w Mosznej w Centrum Terapii Nerwic. Zwątpiłam już czy kiedykolwiek będę umiała się cieszyć i śmiać. Pracuję, ale nie mam już sił. Jestem zmęczona, nie mam sił do niczego i do wszystkiego się zmuszam. Co mam jeszcze robić żeby nie czuć się tak zmęczona i śpiąca?
To długo... 9 lat? I nie mija Ci to? Ani troche? kurde, masakra... Ja mam depresję od 4 lat... też cięzko mi z tego wyjść, choć jest już lepiej niż kiedyś było... bo miałam ciężką depresję... szpital psychiatryczny też zaliczyłam... leki antydepresyjne... wielka czarna dziura, z której cholernie ciężko wyjść... Też mam już tego dość i czasem wątpie w to że to się kiedyś skończy... ale można wątpić... bo wtedy to już nigdy się z tego nie wyjdzie :(((
Farmakologia (SSRI lub SNRI) plus dystans do siebie i świata i nie uleganie własnym emocjom i dostrzeżenie oprócz własnego JA innych JA, które myślą, czują tak samo jak my, też mają kłopoty, problemy.... Czyli wyuczenie się empatii. To z mojego doświadczenia. Nie poddacie się! Nigdy! Choćbyście bardzo tego chcieli. Życie nie zasługuje na zwycięstwo nad nami..."Życie jest tragedią dla tych, którzy czują i komedią, dla tych, którzy myślą"
to własnie przez empatię, dostrzeganie innych teraz ja cierpię podczas gdy inni mają się świetnie. Nie udzielaj takich porad. Gdybym bardziej skupiała sie na sobie a mniej na zadowoleniu otoczenia i zaspokojeniu potrzeb,oczekiwań i zachcianek innych może teraz nie byłabym w takim stanie.
Cześć masz rację, zawsze starałam się wszystkim dogodzić zapominając o sobie. Dziś jestem wrakiem człowieka nie umiejącym się niczemu przeciwstawić. Reszta ma się świetnie, a na mnie mówią dziwak
Jeśli na wszystkich Ci zależało - to fajnie, spełniłaś swoja rolę jak należy i nie masz sobie nic do zarzucenia. Powinnaś być z siebie zadowolona - ja tak uważam. Natomiast ci, którzy oceniają Cię jako dziwaka, zapewne sami są DZIWACZNI. Pozdrawiam M. - jestem tu nowa.
Niestety mam w sobie wiele empatii i to jest straszne, bo odczuwam emocje innych jako własne szczególnie te złe emocje. Coraz gorzej sypiam, płaczę całymi nocami,, jestem przemęczona a mam zaledwie 15 lat. Co robić?
To są słowa, które chciałam usłyszeć. Empatia towarzyszy mi tak bardzo od zawsze, że trudno mi teraz z nią żyć. Myślę, że ludziom z mocną empatią jest w życiu bardzo ciężko.Teraz mam chyba depresję,ale boję się iść do lekarza. Zawsze dla mnie było ważne samopoczucie innych, bardzo przeżywałam wszelkie ich niepowodzenia.Cierpiałam razem z nimi. A teraz nie mam znikąd pomocy.
Witam , mam 44 punkty, zaczęło się półtorej roku temu, trwa do dziś i nie przechodzi. Głównie łącze to ze stanem zdrowotnym, od roku ciągłe problemy z żołądkiem (wątrobą, drogami żółciowymi) - kij wie z czym ale czymś żołądkowo-jelitowo-wątrobowego-żółciowym :P Lekarz mówi dyspepsja przejdzie po miesiącu i tak trwa półtorej roku bez zmian. Inny lekarz dyskineza, kolejny mówi co innego i tak można latać po lekarzach, każdy coś innego wynajdzie, a całkiem inny twierdzi, że nic nie widzi. Ja już nie mam sił do niczego, zero apetytu, nic się nie chce, brak chęci do życia, utrata wagi, ciągle śpiący, zmęczony, nic nie cieszy, wszystko nuży i ten cholerny stan zdrowotny, problemy z zatokami, sercem, i teraz te uporczywe problemy żołądkowe doszły. Niechęć do ludzi okropna i niska samoocena w dodatku. Jednym słowem MASAKRA. Pozdrawiam
Depresja?Do niedawna myślałam że mnie to nie dotyczy,ale z dnia na dzień jest mi coraz trudniej żyć,każda życiowa czynność sprawia mi coraz więcej trudnosci.Pomocy!!!!! ale nikt mnie nie słyszy...
Ja cię slyszę. Pamietam jak też tak krzyczałam. Dziś wiem, że rodzina daje mi siłę dalej żyć. Na deprechę choruję od 5 lat. Biorę leki z przerwami. Ostatnio około dwa lata temu. Chyba zacznę brać już leki wykupiłam, ale jeszcze daje radę. Przed miesiącem stracilam ciążę, jest mi trudno.............. Ale wiem, że dam radę po raz kolejny.Nie pracuje zawodowo.Opiekuje sie starszymi ludzmi w i ch domach. Lubię to, bo chodzę do każdego raz w tygodniu. Dla mnie ważne są zmiany. Mam tez ogrod, jest kupę roboty. W tych stanach są ważne zajęcia. Robienie na drutach, klejenie z masy solnej, głaskanie kotów, a mam ich 6 sztuk. Ona zawsze sie gdzies czai,nie ma na to wytlumaczenia. Wydaje mi sie ze kazdy ja ma.Tylko nie wszyscy sie do tego przyznaja.Mam nadzieje ze dzis sie juz lepiej czujesz. Proszę napisz kilka slow. Pozdrawiam wszystkich z tego forum i NIE DAWAĆ SIE TYM ZMOROM!!!!!!!
Ja Ciebie też słyszę, mam 38 pkt;(teraz przechodzę to samo i z dnia na dzień jest coraz gorzej u mnie), codziennie teraz płaczę i duszę w sobie wszystko.
Ja się boję krzyczeć, nie chcę żeby ktoś wiedział...
Ale duszenie w sobie aż tak bolesnych uczuć, nie jest właściwym rozwiazaniem.
Tak w ogóle nie ma się czego bać, nie jesteś jedyną osobą, która cierpi.
Hm, jeśli uzbierałam 36 pkt. to chyba nie jest najlepiej prawda?! (od dłuższego czasu zbieram się żeby się wybrać do psychiatry , może w końcu kiedyś się odważę.
Nie masz czego się obawiać, jeśli chodzi o wizytę u psychiatry... Ja mam depresję od 4 lat... poszłam do psychiatry dopiero po roku... gdybym poszła wcześniej może szybciej bym z tego wyszła... teraz jest lepiej, wtedy miałam ciężką depresje... Ponad 30 pkt. z tego co pamiętam... teraz mam o 10 mniej... zawsze to jakaś zmiana ;p byłam też w szpitalu psychiatrycznym... naszczęscie tylko 2 miesiące, choć to miejsce nie jest wcale straszne... ani takie jak o nim mówią ludzie którzy nie mają na ten temat pojęcia. im szybciej pójdziesz tym lepiej... psychiatrzy nie są dla świrów, tak jak na filmach... bo niektórzy z tego powodu się "boją" tam iść... wracaj do zdrowia. Pozdro. ;p
Ja mam 35 pkt... ciężko mi w to wszystko uwierzyć. Z dnia na dzień czuję się gorzej, jestem agresywny w stosunku do bliskich, zmuszam się rano do wyjścia z łóżka, ogarnia mnie uczucie beznadziejności, zerwałem wszelkie kontakty z ludźmi, których kiedyś było bardzo dużo, życie przelatuje przez palce, najgorsze jest to, że mam tego świadomość, ale nie potrafię nic z tym zrobić, nie jestem w stanie... siedzę i patrzę w jeden punkt, a wszyscy myślą, że jestem szczęśliwy... tylko sobie w łeb strzelić...
Hmm...mam 30 punktów - sama w to nie wierzę. Boże, wszystko zaczęło się 2 lata temu. Myślałam, że to minie, ale to trwa do dziś! I Nie potrafię nikomu o tym powiedzieć, bo wiem, że i tak nikt tego nie zrozumie...;[ Każdy dzień jest taki sam - zaczyna się beznadziejnie, trwa beznadziejnie i kończy się beznadziejnie, chociaż czasami miewam i takie dni, gdzie tryskam energią, potrafię się śmiać i w ogóle. Tylko, że tych 'normalnych' dni jest coraz mniej ;( Zamykam się w sobie coraz bardziej, nie rozmawiam już z nikim o swoich problemach...Mam 18 lat..rodzice śmieją się ze mnie i często się obrażają, że nie mam np. w niedzielne popołudnie ochoty pojechać z nimi do rodziny, albo w sobotni wieczór iść z przyjaciółmi na imprezę. Potrafię godzinami siedzieć sama w pokoju i gapić się w jeden punkt. W ogóle wybieram już samotność. Coraz częściej chcę mi się płakać - np. po kolacji wstaję od stołu, zaczynam sprzątać i z niewiadomego powodu łzy same cisną mi się do oczu. ciągle mam poczucie winy i odnoszę też wrażenie, że wszystko co się dzieje złego dzieje się właśnie przeze mnie. Straciłam motywację do nauki, przez co prawie nie przeszłabym do następnej klasy... nienawidzę siebie takiej, jaką teraz jestem - czuję się człowiekiem pozbawionym uczuć, serca, nazywam się egoistką. oszukuje siebie i innych. Przykro mi jest, bo ranię swoich bliskich - krzyczę na nich bez powodu... najmniejsze niepowodzenia potrafi mnie załamać, albo doprowadza do szału. myślałam nawet o odebraniu sobie życia - pisałam list, ale gdy miałam opisywać dlaczego chce się zabić, zrobiło mi się strasznie wstyd i podarłam kartkę na strzępy.
Czasami mam taką ochotę, taką straszną ochotę krzyczeć z całych sił ile wlezie...wiem,że nie powinnam tego ukrywać, ale nie wiem co robić. Wszystko co robię staje się takie zwyczajne, takie pozbawione odczuć, przyjemności - zmuszam się do tego, aby rano wstać. A co najgorsze, to to, że muszę udawać, że wszystko jest ok. Ale już nie mogę tak dalej, i moi najbliżsi chyba też to zauważają, że jestem jakaś inna. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że straciłam rachubę czasu, który zresztą biegnie już coraz szybciej, przynajmniej w moim odczuciu.
Więc wołam: POMOCY!!!!!
Katarzynko,
podobnie się czuję jak Ty. Nie mogę już sama ze sobą wytrzymać. Każdy powód jest dobry do płaczu. Wczoraj byłam u psychiatry. Poleciła mi go przyjaciółka, która, jak się okazało, miała ten sam problem i w 4 miesiące się wykaraskała. Teraz tryska energią i radością. Nie wiem, skąd jesteś. Ale jeśli z Warszawy lub okolic, mogę dać Ci namiary na tego lekarza. Nie wiem, jaki masz kontakt z rodzicami, ale jesteś pełnoletnia, więc możesz spokojnie iść do lekarza sama. To żaden wstyd skorzystać z porady specjalisty, a poza tym nikomu nie musisz o tym mówić. Dodatkowo kup sobie magnez i jedz jak najwięcej bananów (zawierają serotoninę). Jeśli możesz i lubisz, to staraj się chodzić do lasu na spacery, to trochę pomaga, przynajmniej mnie. Samobójstwa nie ma co popełniać. Masz depresję - da się z tego wyjść! Jeśli chcesz, możesz się skontaktować ze mną na GG: 2628853.
Trzymaj się dzielnie!
Nie czekaj dłużej, tylko idź do psychologa. Na pewno Ci pomoże. Wierz mi, że takie samopoczucie potrafi zepsuć najlepszy okres w życiu - a on właśnie przed Tobą! Wiem, co mówię, bo od 15 lat się z tym męczę. Ale dopiero teraz odważyłam się coś z tym zrobić. Skoro szukasz pomocy w necie, to chwytaj tę gałązkę siły, którą jeszcze masz, i pędź do lekarza. Twoje samopoczucie nie jest Twoją winą, tylko wynika ze złego działania neuroprzekaźników - brakuje czegoś w Twoim organizmie. Im szybciej to nadrobisz, tym szybciej poczujesz się lepiej!!! Wierz mi, zazdroszczę Ci, bo jesteś bardzo młoda! Nie trać czasu! Idź!
I jeszcze jedno - porozmawiaj z rodzicami. Na pewno Ci pomogą w tym wszystkim. Jak będziesz chciała jeszcze pogadać, to pisz na: agnieszkanew@gazeta.pl.
Dziewczyno głowa w górę. Ja też to miałem i jeszcze mam. Też bałem się pójść do psychiatry, bo wstyd ale to nic strasznego i biorę leki i jak na razie jest ok. Dużo się modlę i przyjmuję komunie św. Dużo rozmawiaj, znajdź sobie jakieś zajęcie, albo spacer /czytanie książki i staraj się nie myśleć o tym. Wiem, że to trudne ale musisz to przełamać i jak jadą rodzice do rodziny to jedź, a co do krzyczenia to śmiało ile masz tchu w płucach i przepraszam za błędy, bo pierwszy raz pisze. Głowa w górę, pozdrawiam 48 letni dziadek
hmm..odczuwam to samo co Ty mniej więcej od roku. Jestem przygnębiona, smutna, wewnętrzna pustka wypala mnie wewnętrznie. Bywają lepsze dni zwlaszcza, kiedy jestem wśród przyjaciół, ale coraz częściej się od wszystkich izoluję. Nie chce mi się z nikim spotykać, rozmawiać, zamykam się w swoim pokoju, jedyny kontakt jaki utrzymuje jest wirtualny. Straciłam motywację do nauki, mam 3 zagrożenia na semestr. Powinnam wziąć się w garść, a ja czuję, że nie mam na to siły, wszystko za bardzo mnie przerasta. Uciekam w sen, nie mogę rano wstać, straszny mam z tym problem, a w wolne dni śpię do późna. Nic mnie nie cieszy, przestałam widzieć sens czegokolwiek. Mam wszystkiego dość..dłużej już nie mogę. Wczoraj zrobiłam test Becka. Wyszło ze mam 33 pkt. Mam 17 lat
Ja mam dokładnie to samo i też mam 17 lat boję się co będzie dalej. Nie wiem co się ze mną dzieje i chciałbym z tym o kimś porozmawiać, a ty masz tyle lat co ja i myślę, że to dobry pomysł, żeby razem porozmawiać o swoich problemach. To mój nr GG 2645880 (jak będziesz miała ochotę).
Mam 17 lat. Wiem że większości nie zainteresuje to, co napisze, ale chce w końcu się wygadać.
W Skali Becka mam 35 punktów. Za półtora miesiąca jestem umówiona na wizytę u psychiatry. Byłam 2 razy u psychologa i Pani skierowała mnie do psychiatry. Kilka miesięcy temu miałam jeszcze nadzieję że lekarz mi pomoże. Teraz ta nadzieja jest coraz słabsza. Czuje się tak żle, ze wątpię już, czy ktoś jest w stanie mi pomoc...
Wszystko przez moją sytuacje w domu. Moi rodzice się nie kochają. Lekko to ujęłam. To się praktycznie nienawidzą. Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze się kłócili i wyzywali. Nigdy się nie bili, ale nieustanne wyzwiska, awantury - to pamiętam od dziecka. Mój tata jest alkoholikiem, nie przyznaje się do tego. Mama jest przez to strasznie znerwicowana, swoje frustracje wyładowuje na mnie i na mojej starszej siostrze. Mama też ma depresje, ale nie chce się leczyć. Mnie i siostrę traktuje jak małe dzieci, od kiedy pamiętam, nie mogłam z nią porozmawiać o sprawach ważnych dla młodych dziewczyn - np. o chłopcach - ona podświadomie uważa, że to jest coś złego, coś czego mi nie wolno. Traktuje mnie i siostrę jak małe dzieci, przez co ... wychowali nas na emocjonalne kaleki. Nie umiem bez skrepowania rozmawiać z chłopakiem na którym mi zależy, dlatego straciłam kogoś, na kim mi zależało. To było rok temu, ale wciąż nie daje mi spokoju, że mogłabym stworzyć kilka fajnych związków gdyby nie moja choroba.... Bardzo tego żałuję i nie mogę sobie darować, chociaż wiem, ze to nie moja wina:( Siostra jest w takim stanie jak ja. Żal mi jej bo ma już 20 lat a jest chyba mniej dojrzała emocjonalnie niż ja. która i tak jestem emocjonalna kaleka. Nic mi się nie chce. Płacze codziennie. Na myśl o zmyciu naczyń robi mi się słabo. Nie czerpie już przyjemności prawie z niczego - kiedyś lubiłam tańczyć, teraz nie mam siły. W towarzystwie czuje się jak odludek - prawie wcale się nie śmieje a jeśli już, to muszę udawać, ze coś mnie śmieszy. Ludzie często pytają, czemu jestem smutna, nie wiem wtedy co powiedzieć... Kiedyś odpowiadałam, ze im się wydaje, teraz nie wiem już co mówić... Ciągle kłamać czy każdej napotkanej osobie opowiadać mój smutny życiorys? Mam problem z zaakceptowaniem swojego wyglądu. Choć mnóstwo osób mówi mi że jestem ładna i zgrabna.,ja ciągle odnajduje w sobie jakieś niedoskonałości, porównuje się do innych dziewczyn, a do jednej szczególnie ...:( Nie lubię siebie i nie potrafię się odnaleźć w żadnych towarzystwie. Mam problemy z zasypianiem i jedzeniem.
A najgorsze jest to, że mimo, że za półtora miesiąca mam pierwszą wizytę u lekarza - boje się, że to nic mi nie da - wciąż będę mieszkała z rodzicami i z siostrą, z którymi wiąże mnie tak wiele przykrych wspomnień - nie umiem już z nimi normalnie rozmawiać , często czuje do nich wstręt, za zło, które od nich dostałam. Z drugiej strony kocham ich CAŁĄ SOBĄ i jest mi ich strasznie żal, bo wiem, że żadne z nich nie jest szczęśliwe, cała trójka jest w podobnej sytuacji do mnie. Jednak nikt z nich nie chce się leczyć;(((
Boje się, bo za kilka dni zaczyna się szkoła. W tym roku ledwie przeszłam do drugiej klasy ogólniaka, nie miałam siły się uczyć. Za dwa lata mam maturę i przeraża mnie ta wizja. Jak dotrwam do października? Lęki przecież też nie działają od razu, jak poradzę sobie z nauką, skoro rok temu prawie nie zdałam, a teraz czuję się jeszcze gorzej? Do tego mam okropną nauczycielkę z matematyki, która jest postrachem szkoły. Na mnie działa tak, że na lekcjach cała się trzęsę, a gdy idę do tablicy czuję taki stres, że nie wiem, co robię.
Nie wiem, jak poradzę sobie do czasu wizyty.
Mam tego dość.
Nic mi się nie chce.
Czuje się nikim, tyle wyzwisk których słyszałam pod moim adresem, pod adresem moich bliskich... Nie wiem, czy będę potrafiła żyć normalnie z takim bagażem ...
Mam taką sytuacje jak Ty w domu i depresję równie ciężką, 37pkt w skali Becka. Myślę że jedynym rozwiązaniem jest terapia rodzinna, bądź jak się nie da, to indywidualne sesje z psychiatrą, a najlepiej to oderwanie się kompletne od tego środowiska i zamieszkanie np. z babcią czy ciocią, z kimś kto będzie Cię wspierał.
Pozdrawiam Kasia
Mój test pokazał 42 pkt...
Pomocy...? Tak, potrzebuję jej, próbuję wokoło wołać o ratunek... ale czy ktoś mi odpowie? Cisza już tak długo trwa... Czy kogoś interesuje, że łzy nie przestają płynąć...? Nie. Nikt mnie nie słucha... Boże! Ciebie też nie ma? Mówię do czterech ścian, do zdjęć... Zdjęć, kiedy miałam wszystko... Dziś nie mam nic, tylko łzy...
Przepraszam Cię życie, że nie pozwoliłam Ci u mnie zamieszkać...
Mija godzina, a ja piszę i kasuję, piszę i kasuję... bo jak mam napisać, co czuję? Nie napiszę więc nic...
nelia
ja Cię rozumiem
czuję to samo
wiem, co czujesz
http://www.youtube.com/watch?v=UWI1kvPXXAk
...nie mam już siły... wszystko mnie męczy. Nic mnie nie cieszy. Wszystko i wszyscy mnie irytują. Straciłam moje dawne zainteresowania, hobby, czuję taką pustkę... mam wrażenie, że zmarnowałam cały mój przeżyty do tej pory czas i nigdy nie będę tym, kim chcę być. Cały czas chce mi się płakać. Jestem naprawdę do niczego i nic mi nie wychodzi, niszczę wszystko, co jest dla mnie ważne... Nie potrafię się zmienić, uwolnić od siebie, nie wiem, dokąd idę... teraz w dodatku lekarze podejrzewają u mnie białaczkę, i to bynajmniej nie ułatwia mi życia... Czuję przez to, że to jakaś logiczna konkluzja mojej egzystencji - bezsensowne życie skończy się młodo i boleśnie, bez dokonania czegokolwiek... cały czas się tego tak bardzo boję, a jednocześnie czuję, że zasługuję na to, bo nie umiem żyć i długie, prawdziwe życie mi się nie należy. Nie umiem się nawet zabić - boję się tego, boję się o moją rodzinę... Jestem w jakiejś strasznej pustce, samotności... wokół mnie pełno bliskich mi ludzi, ale czuję się całkowicie sama i opuszczona... Nikt nie rozumie tego, co przeżywam... nawet ci nieliczni, którzy wiedzą o podejrzeniu raka i tym, ile badań teraz przechodzę. Nikt nie rozumie bólu, lęku i niemożności poczucia radości, szczęścia... Może umrę niedługo. No i co? I tak już dawno umarłam... Wszystko się dopełni.
Cześć ja też mam tak. Boję się, że zmarnuję to życie. Dokładnie Cię rozumiem, również niszczę wszytko co kiedyś wydawało mi się ważne i ta samotność, której nikt nie dostrzega albo przyjaciele są zajęci sobą, bo są też ludźmi, mają problemy, rodziny nie chcę martwić. Bardzo mi przykro z powodu tego podejrzenia, napisz jak możesz jak z tymi badaniami, interesuje mnie, bo jak to czytałam czuję się tak samo, jakby coś we mnie umierało i nie byłoby przed tym odwrotu. Czuję się ogromną egoistką, bo nie potrafię przyjmować tego życia jakim jest. Cieszyć się z tego, że moim bliscy są zdrowi, ale już nie będę się rozpisywać. Jak będziesz chciała o tym pogadać to napisz i napisz coś na temat swojego zdrowia . :) 3 mam za Ciebie kciuki
Wiem, o czym piszesz, mam to samo.
...poniedziałek 8:00, gabinet nr 21... trzymajcie kciuki.
41p jak się czuję? Jakbym umarła, jestem, ale mnie nie ma.
Moje punkty to 47 i tak od dwóch lat.
Mam pytanie...Depresje podejrzewam u siebie od dawna a z testu wyszło mi 38 punktów.. Co mam zrobić? Boję sie , ze jak pojde do lekarza to zamkna mnie w psychiatryku.... Rodzina i znajomi nie rozumieja, mówia ze mi przejdzie samo i żebym nie wyolbrzymiała... Ale ja mam problemy z tym juz od lat i jakos wcale nie przeszło...,
Witam w klubie, też mam 38, a moja przyjaciółka też mówi, żebym tego nie wyolbrzymiała, a moja mama może się domyśla, ale nic nie wie... Co teraz zrobić??
Monika (gg4679127)
DO WSZYSTKICH ( tych z powyżej 17 punktami)
Natychmiast omówcie się na wizytę do lekarza rodzinnego. Powiedzcie, że zrobiliście test Beck'a i podajcie wynik. Opiszcie symptomy. Proście o pomoc - i o kontakt do psychiatry.
Psychiatra to taki sam lekarz jak każdy inny. Wizyta u psychiatry nie oznacza, że jesteście "nienormalni", "świrnięci", czy też jesteście "psychopatami". Depresja jest chorobą. Taka samą jak choćby katar. Jeżeli nie leczy się kataru to może doprowadzić do przewlekłego przeziębienia, zapalenia zatok, zapalenia płuc, a nawet śmierci. To samo tyczy się depresji.
Leki psychotropowe w większości przypadków (a w każdym przy zaawansowanej depresji) są NIEZBĘDNE. I są po to, żeby pomóc w ustabilizowaniu "chemicznej pracy" mózgu. Nie ma w tym żadnej czarnej magii. Nie staniecie się od psychotropów wariatami (ludźmi niespełna rozumu). Piszę to dlatego, że wiele osób uważa wizytę u psychiatry jako coś wstydliwego, upokarzającego.
Nie ma się czego wstydzić. Nie zrobiliście nic czego macie prawo się wstydzić. Nie radzicie sobie z waszymi emocjami, bo jesteście chorzy. Wasze odczucia są prawdziwe, wasz ból jest prawdziwy, jak również pustka, osamotnienie, poczucie bezsensu, bezsilność, rozpacz, całkowite osłabienie, apatia, niechęć do spotykania się z ludźmi, nadwrażliwość, słaba koncentracja, niskie poczucie własnej wartości, ogromne poczucie winy, cierpienie, oraz chęć zrobienia sobie krzywdy również myśli o samobójstwie. Ale w obu tych ostatnich wypadkach przecież nie chodzi o to, żeby się zranić czy zabić. Chodzi o to, żeby przestać w końcu czuć, bo ten wewnętrzny ból, to niczym nieuzasadnione cierpienie jest tak ogromne, że już nie starcza po prostu sił, żeby je wytrzymać. Nie mylę się, prawda? Wiem, że tak jest.
Wszystko co wymieniłam to symptomy choroby, którą nazywa się depresją. Kiedy drugi tydzień boli was głowa tak ogromnie, że jest wam słabo i nie jesteście w stanie funkcjonować idziecie do lekarza, który was bada, stawia diagnozę, a następnie rozpoczyna leczenie,a ponieważ ból jest ogromny i długotrwały konieczne są środki farmakologiczne. Bierzecie pigułki i po jakimś czasie zaczynacie czuć się lepiej, kiedy dokładnie to zależy od tego czego objawem był ból głowy (migreny?, stresu?, urazu?...?) Symptomy które każdy z was powyżej piszących ma wskazują na chorobę, na Depresję. I tak samo jak w wypadku bólu głowy tak i w wypadku tych objawów konieczna jest pomoc lekarza specjalisty,a jest nim psychiatra. Powtarzam, lekarza medycyny, nie mgr. psychologa.
Jeśli lekarz stwierdzi, że konieczna/wystarczająca będzie psychoterapia to psycholog-psychoterapeuta będzie wstanie wam pomóc bez leków. Natomiast pamiętajcie o tym, że psychoterapeuta-psycholog, który nie jest lekarzem-psychiatrą nie postawi wam diagnozy. Jeśli jest mądry i doświadczony to szybko zorientuje się, ze potrzebujecie fachowej pomocy i wyśle was do lekarza, jeśli nie to może rozpocząć psychoterapie i tym samym jeszcze bardziej zaszkodzić, jeśli nie jesteście na nią gotowi. Tak jak przed operacją pacjent musi być w miarę stabilny, tak i przed psychoterapią, pacjent musi być w miarę stabilny. Ale tej oceny może dokonać tylko lekarz.
Do psychiatry nie musicie mieć skierowania. Jeżeli to co napisałam przekonało was to od razu umówcie się na wizytę do psychiatry. Depresja nie jest chorobą, która lubi długo czekać. Czasem rozwija się powoli, ale często jak ruszy z kopyta to trudno ją zatrzymać. Czekanie 2 miesięcy nie jest najlepszym pomysłem, szczególnie przy dużym wewnętrznym bólu, możecie zrobić coś głupiego, nieodwracalnego, a byłoby szkoda, bo uwierzcie mi to co teraz czujecie jest tymczasowe. Niezależnie od tego czy trwa 2 tygodnie, 2 miesiące, 2 lata czy więcej. Tak jak wieloletni chroniczny katar, najprawdopodobniej zniknie po czyszczeniu zatok. Tak samo to co wy czujecie, wasze cierpienie, jest w pełni uleczalne. Trwa to dłużej, ale się udaje.
Pozdrawiam was wszystkich ciepło,
Zuza
(pierwsza diagnoza w 2001, co najmniej 7 epizodów depresyjnych od tamtego czasu, kilka prób odstawienia leków - w tym ostatnia jak na razie z sukcesem. :-)
Od czasu diagnozy zakończone dwa kierunki studiów, w tym jeden za granicą. Przez większość tego czasu, na lekach, sporą część w czasie nawrotów)
//Miliony razy czułam, że już dalej nie dam rady, jednego dnia się poddawałam, kolejnego znów stawałam do walki - choćby o to żeby zrobić sobie samej herbatę. Czasami zmuszenie się do wstania z łóżka zajmowało mi pół dnia, było cholernie ciężko, ale wiedziałam, że to jest tylko choroba i że za jakiś czas mój śmiech znów będzie szczery i radosny, a nie pusty. Skoro mnie się udało, wam też się uda, bo każdemu może się udać. Często kończy się "tylko" na jednym epizodzie, a nawet jeśli w waszym przypadku będzie inaczej to niczego nie przekreśla. Bo z depresją da się żyć. Nawet całkiem szczęśliwie. :-) Walczcie o siebie - jesteście tego warci. Nie muszę was znać, żeby to wiedzieć. Trzymam kciuki.Powodzenia :-)
PS. Pamiętajcie, że nie jesteście sami. Wielu ludziom na was zależy, wielu ludzi was kocha, nawet jeśli tego teraz nie odczuwacie.
Dziękuję bardzo za ten post, jest dla mnie "Światłem w tunelu", którego od jakiegoś czasu nie oglądam. Trwa to u mnie krótko, ale to już 3 raz - najpierw pół roku, potem 4 miesiące, teraz jest delikatniej - ale nadal jakość życia jest do dupy, wiem ze to depresja i walczę. Twój artykuł, dał mi nadzieje i wycisnął ze mnie łzy, których dawno nie czułem na swojej twarzy. Życzę wszystkiego najlepszego i pozdrawiam. Michał
Dziękuję bardzo za ten tekst. Daje dużo nadziei i jednocześnie jest bardzo prawdziwy. Praktycznie jakby opisany mój stan, z testu Becka wyszły mi 43 punkty. Od kilkunastu dni zastanawiam się nad pójściem do psychiatry (albo psychologa), bo sama już nie daję rady, ciągle jest tylko beznadzieja. W końcu zdecydowałam się na wizytę, wyszukałam numer telefonu do lekarza i w poniedziałek zadzwonię i się umówię. Boję się tylko powiedzieć o tym rodzicom, nie wiem, jak zareagują na to, czy nie powiedzą, że sobie wymyślam problemy jako usprawiedliwienie dla braku nauki. Jestem na pierwszym roku matematyki, ale wiem, że nie zaliczę nawet 1 semestru. Boję się, co będzie dalej. Ale jednocześnie nie chciałabym się poddawać.
Dziękuję za ten tekst. W teście wyszło mi dosyć sporo boję się, ukrywam przed rodziną, czasem tylko przyjaciółka wie, że coś się dzieje. Myślałam o terapii, bo kiedyś chodziłam, ale teraz poszłam raz, potem coś wypadło i zrezygnowałam, nie mam siły i ochoty walczyć. Chodzę do pracy bo trzeba, staram się funkcjonować, bo pracuje z ludźmi, z dziećmi, nie mogę nikogo skrzywdzić, ale chciałabym nie pójść do pracy a nie mogę pójść na L4 bo przy mojej nadmiernie kontrolującej mamie, będzie jeszcze trudniej (choć nie mieszkam z rodzicami, mam dwoje dzieci). To co napisałeś że uczucia te są prawdziwe daje mi odpowiedź na pytanie, że może ja tylko rozczulam się nad sobą, jestem taka głupia i egoistyczna. Nie wiem co zrobię, bo nic już nie chce. Muszę tylko żyć ze względu na dzieci, jeszcze parę lat, zanim będą dorosłe może jednak trzeba pomyśleć o lekach (czasem kupuję ziołowe bez recepty i biorę po kryjomu). Przepraszam za błędy, pierwszy raz pisze na blogu, nikomu nie powiedziałam tego wszystkiego jak tu, tu jest anonimowość, może nikt mnie nie rozpozna, gdyby przypadkiem przeczytał, przepraszam.
:( :( :( :( jest mi źle, niech mnie ktoś przytuli..... 46 pkt.
43 punkty...nie wiedzialam ze jest az tak zle :-(
31 punktów. myślałam że może przesadzam, że wszystko wyolbrzymiam i nic mi nie jest. że to ze mną coś nie tak.
ale każdego dnia marzę o śmierci i zastanawiam się po co żyję. tak bardzo nie chcę żyć. nie popełnię samobójstwa, bo się po prostu boję bólu. i to jedyny powód. bo jakbym miała teraz wybrać czy zostawić to wszystko, tych wszystkich ludzi zrobiłabym to bez wahania. już nic mnie nie obchodzą inni,
wśród wszystkich moich znajomych nie ma osoby dla której warto by było przeżyć. nikogo tak naprawdę nie obchodzę, niektórzy nic widzą, niektórzy się pytają co ze mną a ja i tak mówię że nic mi nie jest. niepotrzebne mi ich pocieszenie, które sprawiłoby że znowu zaczęłabym płakać jakiś tysięczny raz w tym dniu.
ja już nie umiem się komunikować z ludźmi, czasami odpowiedź na ich pytanie to wyczyn ponad moje siły.
mam dość życia, tego że wszystko jest takie niesprawiedliwe.
kiedyś byłam dobra, uczciwa. potem przekonałam się że to się już nie opłaca skoro życie i tak mi nic nie da. wolę kłamać.
co jest ze mną nie tak? nic nikomu nie robię, a jednak wszyscy się czepiają. każdego dnia. ranią mnie na nowo i depresja tylko się pogłębia. oni nic nie widzą, są zaślepieni. nienawidzę ich.
nie umiem już żyć, nigdy nie umiałam.
musiałam się wygadać, nawet jeśli nikt nie przeczyta.
osoba która nie miała depresji nie jest w stanie poczuć, zrozumieć osoby z depresją. tak przynajmniej jest w moim otoczeniu - nikt mnie nie rozumie.
Ja przeczytałem. Hm ja mam tylko 27 punktów Beka i jest mi z tym dobrze. Mam w nosie wszystko i wszystkich, robię to na co mam ochotę i nie robię jak mi się nie chce. Co trochę zwalniają mnie z pracy i idę do następnej, a jak mnie wkurzają to sam się zwalniam. Ci (normalni) to dopiero głupki. Zrób coś czego nie musisz to pomaga. Ulep potwora z gliny im będzie brzydszy tym lepiej. Ja namalowałem w pokoju obraz na całą ścianę, ulepiłem ze śniegu pałac tak, że pozrywałem ręce od łopaty, a przez tydzień po nocach budowałem modeliki ze sklejki, bo cały dzień spałem. Jakby mi ktoś kazał to robić, to by mi się nie chciało hm! Ale bredzę! Dobra sorry mam nadzieję, że z wami nie jest aż tak źle jak ze mną.
Mam tyle samo pkt.
Przeczytałam. Samej mi ciężko napisać.
Czytałam Wasze komentarze... Przy literce "H" zdałam sobie sprawę, że mam już 11 pkt. i spanikowałam .... Nie zrobiłam testu do końca. Chyba sama przed sobą boję się przyznać, że coś jest ze mna nie tak. Zaczęło się w ubiegłym roku...Lęki w nocy, ciągłe umartwianie się, niedowierzanie, brak zaufania....Mam wrażenie, że każdy mnie krytykuje, że jestem sama i samotna a przecież tak nie jest. Ciągle płacze, nawet teraz..czuje żal, okrutnie mocny strach! Nic mnie nie cieszy a przecież kiedyś cieszyłam się z najmniejszych drobiazgów. Głupia spinka do włosów wywoływała moją radość..a teraz?? Pracuje w Banku, mam cudownego chłopaka, którego kocham i który mów, że też mnie kocha (czasem mam wątpliwości). Szukam bez przerwy problemów, ja je po prostu widzę. Mam złe przeczucia, obawy... Ja znów chcę się śmiać i być szczęśliwa!!!!!!!!!!!!!!! Mam dość takiego życia!!!!!!!
Mam 27 sama w to nie wierzyłam przeszło mi to przez myśl ale tak naprawdę nie wierzyłam.Ja i tak nigdzie się nie zgłoszę mam problemy w życiu i dlatego mam takie dołki ale spróbuję sama sobie z tym poradzić śmiać się na przekór !trzeba wierzyć w siebie !!!
36punkty Witam ,ja wiem że coś jest nie tak ale nie mogę się pozbierać ..... pewnego dnia test krew ciąża , krwawienie szpital - pozamaciczna -operacja a jego nie ma , leżysz myślisz jak będziesz dalej żyć jest przyjechał i ściana, zimna ściana .Od tego czasu miną rok oddalamy się nic nie jest takie jak przedtem nie mogę moimi problemami obarczać córkę jest mi źle co robić żeby znów cieszyć się życiem?? Parę postów wyżej pisała Zuzia PS mnie rozwaliło Jak nie ma nikogo ma kogo możesz liczyć ? Mój mąż cała tą sytuacje był za granicą przyjechał odebrał mnie ze szpitala po operacji i nic zimny widzi bliznę bo ona zostanie ,żadnego pocieszenia ,a ja nie daje rady .Jest coraz gorzej . I najprawdopodobniej mnie zdradza . Nie dotyka mnie, nie rozmawia ze mną , kłamie oszukuje. Pomimo, że mam męża jestem samotna. Pozdrawiam wszystkich Iwona
Strasznie smutne te wszystke posty. Ja mysle, ze wszystkim nam potrzeba Milosci. A skad ja wziac, skoro nikt jako malym dzieciom jej nie dal? Albo Ci ktorzy dawali odeszli? W moim odczuciu moja depresyjnosc bierze sie z tego, ze nie umiem sie bronic, stawiac granic, odmawiac, ze nie wiem, ze mam prawo byc dla siebie dobra i ze mam prawo wymagac tego od innych ludzi - zeby byli dla mnie dobrzy. No wiec skad wziac ta Milosc i jak sie bronic przed raniacymi ludzmi? :((((((((((