grochowa19
Jest użytkownikiem sieci abcZdrowie.pl od: 21.03.2010 r.
grochowa19
A więc mam na imie Paulina i mam 19 lat.Mam problemy z chłopakiem w sumie juz byłym.Byliśmy ze sobą półtora roku.Na początku
było super.No ale cos zaczeło sie psuc i to przezemnie.Nie potrafimy sie dogadac...ale bardzo sie kochamy... z nim chyba nie ma problemu jest tylko ze mna.Czepiam sie do niego bez powodu,obrażam sie za drobnostki,obrazam sie za żarty,krzyczy na niego gdy nie odzwania w przeciagu 5 minut,krzyczy gdy przychodza jego koledzy,robie to wszystko bez powodu bo on zachowuje sie dobrze i nic złego nie robi gdy nie odzywa sie przez godzine dostaje szału...w głowie mam wtedy różne mysli..co on robi czy mnie rani w jakis sposób...Gdy zaczynamy sie kłócic..on robi sie agresywny,I JA WTEDY TEZ .obzucamy sie paskudnymi przezwisakmi dochodziło do tego ze mnie bił a pózniej przepraszał.Zawsze myśle sobie ze ma racje ze mnie uderzył przeciesz zasłużyłam,to moja wina ze do tego doszło.On niechce tego robic widze czasami jak sie stara ale nerwy biorą góre.Po każdej kłótni czuje sie jak smiec,nikomu nie potrzebana,mysle ze nikomu na mnie nie za;ezy a tym bardziej mu..Bardzo go kocham i on mnie też wiem to..tylko nie wiem czemu nie mozemy sie doagadac.Minał 4 dzien rozstania a ja juz nie wytrzymuje....pisze dzwonie do niego a on sie nie odzywa.W głowie mam różne myśli....nic nie ma dla mnie sensu nie chce mi sie życ..dziś postanowiła ze chyba skoncze ze soba jedzac "najem sie tabletek",strasznie sie boje ale skoro niechce mi sie zyc..życ bez niego..siedze tylko płacze tak zeby w domu nie widzieli,nie chce sie uzalac nad soba ale chyba ciagle to robie..mam niska samoocena to moze przez te wyzwiska.Gdy sie nie kłócimy jest cudniu..a teraz nie ma tego juz a a ja nie wiem co robic..Wiem ze wszystkiemu ja jestem winna ze zepsulam ten zwiazek i zasłużyłam na cierpienie.Ciągle wydaje mi sie ze to moja wina i tyle.Jak sie nie dogadamz nim to oszaleje..chce ratowac ten zwiazek bardzo mi na nim zalezy..planowalismy wspólna przyszlośc ale jak narazie nici z tego..Nie dopuszczam mysli takiej do siebie ze to moze byc moje a nie nasze życie.Co mam zorbic zeby się z nim dogadac bo długo tak nie wytrzymam????

