załamana
Jest użytkownikiem sieci abcZdrowie.pl od: 6.01.2010 r.
załamana
Był ze mną 2 lata. Pokochałam go od pierwszej randki. Chciałam go kochać ale on na to nie pozwalał. Miał 32 lata ja 28. Chciałam stabillizacji, wspólnego życia… po prostu zasypiać i budzić się przy nim. Tak po prostu bo kochałam z nim przebywać, pomagać mu w trudnych chwilach. Nigdy nie powiedział, ze mnie kocha. Tłumaczył się jedynie, ze nie umie tego mówić, że w dzieciństwie nie zaznał miłości i pewnie dlatego nie wie co to znaczy “prawdziwa miłość”. Kiedy ja wspominałam o wspólnym życiu zaraz się irytował i rozmowa kończyła sie kłótnią. W końcu po 2 latach doczekałam się półki w jego szafie i usłyszałam, ze mogę zostawać u niego kiedy tylko chcę ale na razie nie zamieszkamy. Było to dla mnie niepojęte i bolesne. Takie wieczne życie na walizkach. Przez 1,5 roku chciał żebym zostawała u niego tylko w weekend. W tygodniu wolał być sam. Po 3 tygodniach od jego niby jakiegoś małego kroku do wspólnego mieszkania i po ostrej kłótni zostawił mnie. Powiedział, ze wypalił się, że tak naprawdę tylko wymagałam a sama nic nie dawałam. Przykro było mi to słyszeć bo tak naprawdę to ja dbałam o niego, a teraz już wiem ze za mocno. Powiedział tez , że spotkał sie z kimś i teraz czuje się adorowany. Długa w ogóle to jest historia. Wstydzę się, ze nie widziałam tego co wszyscy wkoło widzieli. Wstydzę się tego, że nie widziałam jak mnie nie kocha. Jak ciagle musiałam prosić sie o jego miłość. źle zaczęło się dziać od naszych pierwszych wakacji kiedy po 3 dniach urlopu i przebywania nad morzem powiedział mi, że po powrocie chce w spokoju kawę wypić Odstawił mnie do domu. I zamiast 4 dzień urlopu spędzać przy nim, spędziłam w domu płacząc. Zaznaczę , ze na wakacjach było miło ale widocznie kiedy on jest z kimś dłużej to już się męczy. Dodam, ze przede mną także odszedł od kobiety po 2 latach (pięknej i niezależnej zresztą) i po roku wspołnego mieszkania. Zostawił ją a teraz zostawił mnie. Czy on potrafi kochać?
Po 3 tygodniach od rozstania i przeżywania rozpaczliwie tego (spać nie mogłam, jeść nie mogłam, pracować nie potrafiłam, bolał każdy milimetr ciała) wiedziała, że aby zacząć normalnie żyć, ze muszę wziąć życie w swoja garść i zacząć uczyć się życia na nowo - bez niego. Kiedy odszedł to oczywiście nie powiedział, ze to definitywnie koniec, ze może kiedy przemyśli i na nowo zaczną wracać uczucia to przyjdzie sam do mnie ale, ze teraz mam dać mu spokój. No i wystarczyło, ze przez 10 dni nie odezwałam sie do niego ani słowem i nie odpisałam na jego 2 smsy - zadzwonił do mnie i poprosił o spotkanie. No i spotkałam się. Wtedy usłyszałam, ze zrozumiał już , ze aby budować związek trzeba być razem, że dosyć już spotykania się, ze chce ze mną zamieszkać już w święta (spotkaliśmy się 11 grudnia 2009 r.). Byłam tak naprawdę szczęśliwa kiedy usłyszałam to, co zawsze chciałam od niego usłyszeć. Powiedziałam, mu ze bardzo cierpiałam, że boje sie ze znowu mnie zostawi i będę cierpiała ale o wiele bardziej. Powiedział, ze wie jak cierpiała, że jest mu bardzo przykro, ze przez to musiałam przejść i tak cierpieć, ale miał już tak zatruty łeb, ze nie wiedział co zrobić z naszym związkiem, że wyszło tak, ale on oczyścił się bardzo, nie wie jak ja. Nie wie też czy jest jeszcze tym, którego chcę widzieć do końca swoich dni. i dlatego poprosił o spotkanie. Wiedział, ze chcę spróbować. Powiedziała, że na święta to niemożliwe żebyśmy razem zamieszkali ale w Nowym Roku byłoby miło. Zaczął sie wycofywać ze swoich deklaracji. Oprócz tego spotkania , na którym powiedział mi takie słowa nie dążył do spotkania. Wyczuł, ze chce wrócić i ze chce spróbować. W pierwszy dzień świąt usłyszałam, ze nie jest pewien uczuć do mnie, ze się pogubił, że wie że krzywdzi ludzi wkoło, ze musi sie wziąć w garść i ze myśli, e niedługo będzie lepiej. A ja zaczęłam cierpieć na nowo. Jak bardzo nawet nie wspomnę. Sylwestra tez nie wiedział czy ze mną spędzi. Spotkaliśmy sie dzień po świętach, było miło, kochaliśmy się a potem powiedział, ze nie jest pewien uczuć, że nie wie czy spędzimy sylwestra i za godzinę powiedział, ze musi sie szykować bo jest umówiony. No i 3 stycznia przejeżdżając koło jego domu widziałam jak wychodził z kobietą i odwoził ją do domu (bo miał jej torby). Nocowała u niego, spędzili razem weekend a mnie pozostawił bez słowa wytłumaczenia. Dlaczego tak dorosły mężczyzna postępuję? Nie umiem sobie poradzić. W przyszłym tygodniu zaczynam terapię u psychologa bo nie radzę sobie.... KOCHAM cały czas i boli mocno :( Mam teraz tylko dwa obrazy:
Pierwszy - jego słowa do mnie o wspólnej przyszłości :)
Drugi - przed jego domem z inną kobietą :(
Nie umiem teraz żyć.
Załamana i zakochana, ale nie kochana.

