Zapobieganie nawrotom depresji

Depresja jest zaburzeniem nastroju, które ma tendencje do nawracania. Nawroty depresji występują u ponad połowy osób cierpiących na tę  chorobę. Z każdym kolejnym epizodem depresji prawdopodobieństwo nawrotu jest coraz większe. Współczesna medycyna i psychologia nie dysponują metodami, które byłyby w stanie zupełnie wyeliminować to ryzyko. Jednak można próbować je znacząco zmniejszyć.

Leczenie farmakologiczne depresji

Ogromnie ważne jest profilaktyczne leczenie farmakologiczne. Aż 85% nawrotów jest wywołanych przedwczesnym odstawieniem leków przeciwdepresyjnych. Wiele osób przerywa leczenie, kiedy tylko poczują się lepiej. Związane jest to często z nieuzasadnionymi obawami, że przyjmowanie leków doprowadzi do uzależnienia albo zmieni ich osobowość. Pokutuje też mit, że leczenie farmakologiczne to „pójście na łatwiznę”, poddanie się, oznaka słabości. Leki niewątpliwie przypominają o chorobie, o której chciałoby się zapomnieć. Jednak to właśnie ich działanie pozwala w największym stopniu zapobiec nawrotom depresji. Zaleca się kontynuowanie leczenia farmakologicznego przez kilka miesięcy po ustąpieniu objawów depresyjnych, a w przypadku kolejnego epizodu – stosowanie leków przeciwdepresyjnych przez ponad 1 rok. Warto zastosować się do wskazań lekarza, który oceni, jak długo należy przyjmować leki – także wtedy, kiedy objawy depresji już minęły. W razie wątpliwości zawsze można zapytać psychiatrę o przewidywany czas leczenia, ewentualne objawy niepożądane itp.

Psychoterapia w depresji

Oprócz stosowania farmakoterapii dobrze jest szczególnie zadbać o siebie i swoje potrzeby. Zwykle do wystąpienia depresji przyczyniają się – chociaż w różnym stopniu – czynniki psychologiczne. W ograniczeniu ryzyka nawrotu pomocna bywa więc także psychoterapia. Pozwala ona rozpoznać psychologiczne mechanizmy sprzyjające depresji. Być może duży wpływ na obniżenie nastroju mają doświadczane trudności w relacjach z innymi ludźmi, negatywna ocena swojej osoby, zbyt wysokie wymagania wobec siebie? Modyfikacja dotychczasowego sposobu postrzegania, myślenia, radzenia sobie z trudnymi sytuacjami może okazać się skuteczną „szczepionką”. Dodatkowo warto sprawdzić, czy nasz tryb życia nie prowadzi do nadmiernego przeciążenia fizycznego i psychicznego. Może należałoby trochę zwolnić tempo, zadbać o regularny odpoczynek? Nie chodzi o to, żeby nagle wywrócić swoje dotychczasowe życie do góry nogami, ale stworzyć warunki sprzyjające utrzymaniu zdrowia psychicznego.

Objawy zwiastujące depresję

Szczególnie ważną kwestią w zapobieganiu nawrotom depresji jest umiejętność rozpoznania „sygnałów alarmowych”, czyli tzw. objawów zwiastunowych. Zawsze dobrym sposobem jest próba przypomnienia sobie pierwszych niepokojących zmian w samopoczuciu, zanim jeszcze rozwinęła się pełnoobjawowa depresja. Mogły to być niepokój, problemy ze snem, poczucie braku siły i chęci do robienia czegokolwiek, poczucie bezsensu, izolowanie się od innych ludzi, kłopoty z pamięcią. Często pierwsze objawy depresji mają charakter somatyczny – np. bóle głowy. Pogorszeniu stanu psychicznego towarzyszy czasem zwiększona ilość spożywanego alkoholu i innych używek. Wczesne wychwycenie zmian w samopoczuciu może pomóc zapobiec ich nasilaniu się. Mogą w tym bardzo pomóc bliskie osoby. Z boku czasami łatwiej zauważyć zmiany w nastroju czy zachowaniu, które mogą zwiastować nadejście choroby.

Co zrobić, jeśli już pojawią się objawy zwiastunowe? Nie czekać, aż dolegliwości się nasilą, ale jak najszybciej zgłosić się do psychiatry. Dobrze, jeśli ma się  stałego, zaufanego lekarza, który zna przebieg choroby danego pacjenta. Szybka interwencja może uchronić przed kolejnym epizodem depresji.  

Bibliografia

Habrat-Pragłowska E., Koszewska I., O depresji, o manii, o nawracających zaburzeniach nastroju, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2003, ISBN 83-200-2796-9
Atkinson S. Jak wydobyć się z depresji, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, ISBN 83-01-14765-2
Briers S. Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce, Samo Sedno, Warszawa 2011, ISBN 978-83-62482-37-5
Heitzman J. (red.), DEPRESJA - odpowiedzi na pytania, Urban & Partner, Wrocław 2007, ISBN 83-60290-22-4

Kolejne artykuły Zapobieganie nawrotom depresji
Słyszałem o nawrotach depresji, które mogą się pojawić mimo przebytej terapii. Czy istnieją jakieś metody ...
Jestem 43-letnią kobietą. Moje lęki zaczęły się w dzieciństwie, z biegiem lat nasilały się. Lekarze uważali, że ...
Witam! Mam pytania: 1. Jakie badania (oczywiście pod kątem somatycznym) powinienem wykonać jeśli podejrzewam u ...
Witam, mam 43 lata. Na depresję choruję od 3 lat. Jak długo to jeszcze? Obecnie biorę już 5 rodzaj leków. Biorę ...
Witam. Jestem 33-letnią kobietą. Mam dobrą pracę i wspaniałą rodzinę. Skończyłam studia magisterskie, urodziłam ...
Witam!   Od miesiąca moja matka po raz kolejny wpadła w ciężką depresję (miała już ją 2 razy za każdym razem ...
Mam 27 lat. 8 m-cy temu urodziłam drugie dziecko. Od tego momentu raz jest lepiej raz gorzej. Obwiniam dziecko o to, ...
Witam! Czy są jakieś rzetelne badania (hormony, tomografie itp.), które mogą jednoznacznie stwierdzić, że przyczyną ...
Dziękuje bardzo za odpowiedź. Moja przyjaciółka ma depresję i nie mogę namówić jej na wizytę u psychologa ani u ...
Witam, mam pytanie do pani, bo ja nie jestem pewna sama co mi jest. Moje objawy są takie, że po urodzeniu 2 dziecka ...
Dyskusja - Zapobieganie nawrotom depresji
Potret użytkownika anonimowego

Witam mam na imię Krzysztof, mam 32 lata.
Potrzebuję bardzo pilnie pomocy.

Zacznę od początku. W 1988 roku umarł mój Ojciec co miało bardzo negatywny wpływ na moje życie, miałem 11 lat. Mama zachorowała po śmierci Taty na padaczkę pourazową. Spędziła w szpitalach łącznie około 7 lat, czyli okres, w którym potrzebowałem rodziców, wsparcia, miłości, brakowało mi tego. Mnie i moją o 5 lat młodszą siostrę wychowywała Babcia, która poświęcała czas raczej siostrze. Nie odczuwałem miłości, czułem się jak intruz, do czasu kiedy wprowadziła się do mojego bloku dziewczyna. Miała 13 lat, ja 14, imponowało jej to, że byłem szkolnym DJ-em, świetnie grałem w piłkę i byłem duszą towarzystwa. Pochodziła z rodziny, w której nigdy nie padło słowo kocham Cię, rodziny patologicznej i tak jak ja potrzebowała kogoś bliskiego. Polubiliśmy się i to bardzo, w końcu ktoś mnie rozumiał, ktoś mnie słuchał, gdy miałem problemy, ktoś potrafił pogłaskać mnie po głowie i powiedzieć będzie dobrze.
Brak zainteresowania ze strony rodziny, brak pieniędzy na ubrania, kino, imprezy i chęć zaimponowania tzw. miejskiej mafii doprowadziły do konfliktu z prawem, kradłem samochody na zlecenia, dokonałem kilku kradzież z włamaniem. Dziś wstydzę się tego, byłem młody, głupi i duży wpływ na to mieli koledzy. Trafiłem na 10 miesięcy do Zakładu Karnego, koleżanka odwiedzała mnie, mówiła, że mnie kocha, że nigdy mnie nie skrzywdzi, dzięki niej przeżyłem w tym strasznym świecie jakim jest Zakład Karny. Gdy wyszedłem byłem jej wdzięczny za wszystko co dla mnie zrobiła, miałem 20 lat i osobę, która mnie kochała. Czy ja ją kochałem? Nie, ale była to osoba, przy której czułem się bezpiecznie, czułem się potrzebny. Było mi dobrze, zapytała mnie czy chciałbym mieć z nią dziecko, powiedziała, że w trójkę będzie nam raźniej, przemyślałem wszystko i dotarło do mnie, że może miłość, której mi brakowało, a której jest dużo we mnie mogę przelać na dziecko, które będzie szczęśliwe, które nie będzie cierpiało tak jak ja. W 4 miesiącu ciąży dowiedziałem się, że owa koleżanka zdradzała mnie wielokrotnie z moimi kolegami, z dwoma kumplami z dzielnicy. Jestem osobą słabą, odporność na emocje, stres nie istnieją w moim przypadku, załamałem się. Dziecko było w drodze, ja czułem się oszukany, ponownie niekochany, życie traciło sens. Szukałem lekarstwa na ból, był to alkohol, dragi, dziewczyny. Urodził się mój Synek, jestem odpowiedzialny (chyba) więc kupiłem wyprawkę i postanowiłem mimo bólu spróbować raz jeszcze. Męczyłem się strasznie, chciałem mieć pełną rodzinę być z Synem jednak byłem bardzo nieszczęśliwy. Mama powiedziała mi, abym coś z tym zrobił, abym się przełamał i wybaczył jej, nie udało się. Do tego miałem problemy z „miejską mafią”, która wymagała bym dla nich pracował itp. Wyjechałem do innego miasta, zamieszkałem w mieszkaniu studenckim z dwoma chłopakami. Studenci dużo imprezowali, dołączyłem do ich towarzystwa, poznawałem ludzi, to było lekarstwem na mój ból. Z Synem miałem kontakt i mam do dzisiaj, każde wakacje, ferie, święta, spędza u mnie. Po kilku miesiącach beztroskiego życia uzmysłowiłem sobie, iż jest mi źle, nikt mnie nie kocha, nie mam nikogo kto będzie przy mnie. Zacząłem poszukiwać kobiety, miałem wymarzony typ, wiedziałem kogo szukam, z kim chciałbym być. Po kilkudziesięciu „związkach” dwu, trzydniowych (nie potrzebowałem więcej czasu, by wiedzieć czy to właśnie ta osoba) poznałem dziewczynę. Urocza brunetka, spodobaliśmy się sobie, kilka spotkań i zamieszkaliśmy razem, po kilku miesiącach nawet fajnego związku okazało się, iż dziewczyna ta ma większe problemy emocjonalne niż ja. Pomagałem jej, ale oczekiwałem również wsparcia z jej strony, którego niestety nie uzyskałem. Starałem się bardzo by było jej dobrze, jednak pewnego dnia weszła do pokoju z nożem i powiedziała, że mnie zabiję, jeśli ją opuszczę. Miała silną depresję, próbowała popełnić samobójstwo. Ten związek zmienił mnie całkowicie, nie widziałem szans na przyszłość, przestałem pracować, nie dbałem o siebie, piłem, ćpałem. Nie jestem, a może nie byłem brzydkim facetem, więc jak już się umyłem i poszedłem do klubu napić się by ugasić smutek, zawsze poznawałem jakąś kobietę, kończyło się to związkami, które trwały kilka dni. Żadna z poznanych kobiet nie była tą jedyną wymarzoną, każda miała w sobie coś z czego nie mógłbym zaakceptować. Były to kobiety, które szły ze mną do łóżka kilka godzin po poznaniu mnie więc i tak w sumie skreślało je to na starcie. Kolejny wypad do klubu (koniec 2004 roku), aby upić się na umór okazał się szczególnym wydarzeniem w moim popier…… życiu, zobaczyłem ją, zjawiskowa, piękna, z twarzy anioła, bardzo seksowna i zgrabna, dziewczyna, z której nie spuszczałem wzroku. 7 CUD ŚWIATA. Naprawdę nie przesadzam, była idealna, była właśnie ta wymarzoną kobietą ale na razie tylko wizualnie. Robiłem podchody, kwiatek od kwiaciarza, drink, takie w sumie trochę końskie zaloty ale była tak piękna, że bałem się podejść, bałem się kosza, wolałem móc patrzeć na nią. Kolejna impreza, przyszła – cudowna i piękna jak zawsze, odważyłem się zagadać, okazało się, iż ma Córeczkę, jest po nieudanym związku. Ucieszyłem się tak bardzo, że po powrocie do domu sprzątałem do 11 rano, nie mogłem zasnąć, myślałem o niej, bałem się, że może mnie odrzuci, że nie spodobam jej się. Stało się jednak inaczej, spotkaliśmy się kilka razy i postanowiliśmy zamieszkać razem. Jej Córeczka naprawdę super dziewczynka, zaakceptowała mnie, rysowała mi laurki, byłem tak zajebiście szczęśliwy!!! Po kilku tygodniach znajomości powiedziałem jej, że chciałbym mieć jeszcze jedno dziecko, usłyszałem coś co mnie zdziwiło – ja też. Znaliśmy się 3 miesiące i poczęliśmy dziecko. Po wielu ciosach jakie zadawały mi kobiety byłem wrakiem człowieka, jednak cieszyłem się, że mam tą wymarzoną, cudowną kobietkę. Nie wiem co się ze mną stało ale przeżywałem coś w stylu rozdwojenia jaźni, przychodziłem pijany do domu jako pan x, biłem ją, nie niszczyłem mebli jak to ma miejsce w innych przypadkach, po prostu biłem. Po akcie przemocy wyłączał się pan x i stawałem się sobą, przytulałem, całowałem nie wiedziałem co zrobiłem i dlaczego. Wielokrotnie zastanawiałem się skąd to się bierze, skąd moje zachowanie, dlaczego atakuję osobę, o której marzyłem przez kilka lat. Takich wydarzeń w naszym pięcioletnim związku było około 20. Wysunąłem wnioski, mogła to być zemsta za kobiety, które mnie niszczyły, ewentualnie strach przed tym, że zostanę zdradzony. Wszystkie poprzednie, poważne związki kończyły się tak samo byłem zdradzany lub zostawiany jak nikomu niepotrzebny pies. Urodziła się nasza Córeczka, jest najwspanialszą osoba na świecie, dziecko piękne i mądre, do którego uśmiechają się obcy ludzie na ulicy, ma w tej chwili 4 latka. Pan x trwał nadal we mnie do września 2009 roku, w grudniu usłyszałem od mojej ukochanej, że mnie nie kocha, że nie chce już być ze mną. Wiem, że ją raniłem, ale ja nie pamiętam zbytnio dlaczego byłem panem x i dlaczego tak się zachowywałem. Słowa nie kocham Cię, koniec z nami, zabiły pana x, mnie powoli też zabijają. Pan x umarł, nie ma go, nie dopuszczam do siebie myśli, że mogę zrobić coś złego mojej najukochańszej, bardzo się zmieniłem gdy to usłyszałem, jestem wyciszony, ulegam w sytuacjach gdy mam rację aby tylko nie drażnić tej wymarzonej. Otrzymałem od niej szansę i myślę, że wykorzystałem ją w 100%, na jej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech, spędzaliśmy ze sobą więcej czasu niż wcześniej, ogólnie byłem szczęśliwy, pozbyłem się pana x raz na zawsze. 6 kwietnia b.r. pokłóciliśmy się o błahostkę, ale nie była to jakaś wielka awantura, zwykła sprzeczka, zaczęło się, usłyszałem, że robi mi na złość bo nie chce być ze mną, ponownie się załamałem. Dzisiaj przeszliśmy poważną rozmowę i usłyszałem, że to definitywny koniec.
Od grudnia cierpię na depresję, która powstała w związku z pierwszymi słowami „nie kocham cię”. Siedzę przy komputerze do 5 rano, nie mam ochoty na nic, nie chce mi się pracować, nie cieszy mnie moje hobby, jestem przygnębiony, wciąż myślę o samobójstwie. W przeszłości próbowałem odebrać sobie życie trzy razy, trułem się psychotropami Mamy, Hydroxyzyną bodajże lecz dawka była zbyt mała, następnie podciąłem sobie gardło jednak był to chyba nieodpowiedni moment, ponieważ wydarzyło się to na komisariacie policji i w trzy minuty byłem na stole operacyjnym, następnie podciąłem sobie żyły, już odjeżdżałem i znaleźli mnie, skończyło się na wielkiej bliźnie. Teraz nie daję rady, nie popełnię już błędu. Kocham bardzo swoją rodzinę, zmieniłem się tak bardzo, że sam się dziwię, iż można zmienić swoje podejście do innych, swoje zachowanie w takim wieku i w tak krótkim czasie. Moja ukochana jednak celowo robi wszystko by było mi źle, bym sam odszedł. Kocham Ją tak bardzo, że nie potrafię odejść, Ona, Dziewczynki są dla mnie całym moim życiem, sensem życia, powietrzem. Czasu nie cofnę nie uda się pozbyć z Jej pamięci pana x jednak uważam, że nie jestem złym człowiekiem. Dbam o Rodzinę, wiem, że czują się przeze mnie kochani, nasza Córka jest bardzo za mną, nawet jeśli gdzieś wychodzę ze smutkiem mówi, że będzie bardzo tęskniła, wiem, że mnie kocha i nie mogę się pogodzić ze stratą najbliższych.
Zdaję sobie sprawę, że część z Was napisze, że sam sobie na to zasłużyłem ale proszę Was o wyrozumiałość, pan x to nie ja, on już umarł. Nie potrafię tego wytłumaczyć ale nigdy nie chciałem Jej skrzywdzić. Historia lubi się powtarzać gdy zostanę sam, ponownie będę pił, ćpał, zadawał się z nieodpowiednim towarzystwem, nie chcę tego! Boję się samotności, nie chcę być ciężarem dla moich bliskich, nie chcę by moim dzieciom koledzy w szkole mówili, że ich ojciec to pijak, ćpun. Wiem, że nigdy nie przestanę kochać mojej wymarzonej dziewczyny, wiem, że gdy pojawi się rywal, pozbędę się go, ucierpi na tym osoba, którą kocham nad życie, której oddałbym wszystko, dla której wolę odebrać sobie życie. Nie chcę ranić dzieci, ukochanej, po rozstaniu będzie źle, ja nie dam rady, nie chcę by inny facet dotykał mojej ukochanej, by moje dziecko mieszkało z innym facetem, nie chce kur… tego oglądać. Będę ciężarem dla wszystkich, skończę pewnie ponownie w Zakładzie Karnym, ponieważ jak tylko pojawi się rywal pobiję go, wyjdę i ponownie to samo. Moje życie nie ma sensu bez moich kochanych dziewczyn, sam żyć nie będę, ponieważ nie dam rady a chcę by one żyły normalnie. Zastanawiam się tylko czy kolejny partner mojej ukochanej nie będzie gorszy ode mnie, czy nie skrzywdzi moich dzieci, czy gdy mnie nie będzie znajdzie się ktoś kto im pomoże. Tak załamany i bezradny nie byłem chyba nigdy, jak ktoś już napisał tutaj "nie chce popełniać samobójstwa, ale żyć też nie chcę", fajny tekst, bardzo mądry. Czy uciekam od życia? Nie, uciekam od cierpienia, od tego, by po tym jak zostanę sam nie ranić tych, których kocham.
Czy może ktoś mi powiedzieć jak mogę odzyskać moją UKOCHANĄ? Chciałbym dla nich żyć, ale tylko dla nich.

zdjęcie użykownika ostatnia

Hej.
Jestem maturzystką. Mam wspaniałego chłopaka, dwa kochane psy, wspierającą rodzinę. Nie choruję na żadną śmiertelną chorobę i mam wszystko czego dziewczyna może chcieć. Mimo to od ponad 2 miesięcy cierpię na depresję połączoną z silnymi stanami lękowymi. Zaczęłam brać leki antydepresyjne i uspokajające 2 tygodnie temu. Nadal jednak czuję że spadam w bezdenną otchłań. Może to i trochę schizofreniczne ale mam wrażenie jakby we mnie była druga ja siedząca na podłodze w ciemnym pokoju bez ścian, ona cały czas płacze i prosi o śmierć. Szybką i bez bólu. Sama tego chce. Zaplanowałam już kilka wersji, ale wiem że nie zrobię tego jeśli mój chłopak mi tego nie wybaczy, a wiem że jeśli tak skończę to będzie cierpiał. Kocham go, wiem że zasługuje na kogoś lepszego, że życie ze mną staje się coraz trudniejsze, wiem że jakoś sobie poradzi kiedy odejdę, że po jakimś czasie zacznie żyć normalnie ale wiem ze nie wybaczy mi tego. Błagałam go już wiele razy, żeby mi pozwolił odejść, żeby mnie uwolnił ale on wie, że jestem tu wciąż tylko dla niego. Wiem, że w ten sposób go uwięziłam, choć nigdy tego nie chciałam. Jednak on wciąż tu jest czuwa mówi, że i tak zostanie nawet jeśli będzie jeszcze gorzej tyle, że ja już nie wytrzymuje. nie wychodzę z łóżka żeby zebrać się i wstać po nóż, który leżał na szafce 2 metry dalej zbierałam się 2 dni. Jednak Piotrek od razu zauważył jego brak i nie zdążyłam nic zrobić. Na maturę zaprowadza mnie on. Pomaga mi wstać ubrać się, wciska jedzenie, bo od ponad tygodnia nic nie jem, przez co jestem wycieńczona. Pije tylko jeśli ktoś mi każe. Na ustnej maturze z angielskiego, którą miałam wczoraj miałam zacząć rozmowę ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Zestresowałam się tak, że o mało nie zaczęłam płakać, siedziałam 3 minuty usiłując oddychać, zdać zdałam i to 19/20 punktów, ale nie cieszy mnie to w ogóle. Jutro czeka mnie polski, a nie mam prezentacji, robi ją mój chłopak, bo ja nie jestem w stanie. Całymi dniami śpię lub leżę kiedy jestem u niego płacze, bo nie mogę robić tego w domu. Udaje przed większością osób, że jest ok, ale ciężko mi to idzie. Piotrek proponuje różne rozrywki, które kiedyś mnie bawiły. Zabiera mnie na zakupy i pozwala wydać wszystko co ma ale mnie i tak to nie cieszy choć do niedawna samo oglądanie kolorowych wystaw było czymś wspaniałym. Zawsze uwielbiałam dzieci i chciałam mieć własne, ich bliskość wyzwalała we mnie tyle endorfiny, ile tylko się dało, a teraz czuje tylko pustkę. Przestałam myśleć, a jeśli zaczynam od razu myślę o śmierci. Widzę jak wszyscy w rodzinie się martwią, więc mówię, że jest lepiej tylko Piotrek zna prawdę. Czuje, że dłużej nie wytrzymam, tym bardziej jeśli źle pójdzie mi polski. Mam koszmary senne, że mnie zamykają w trumnie lub robaki mnie zjadają. Próbuje żyć i się ratować, bo wiem, że mam dużo do zrobienia ale nie mam już siły. Może to będzie jakiś ślad po mnie... zobaczymy...

zdjęcie użykownika magnolia1

Witaj Krzysztofie, z uwagą i narastającym wzruszeniem, przeczytałam Twój list. Może nic nie znaczą moje słowa. Jednak napiszę to, rozumiem cię! Moja rada mogłaby wydać się Tobie głupim klepaniem, więc nie odważę się doradzać teraz ani tym bardziej oceniać, jednak mam ogromne pragnienie prosić Boga o pomoc Tobie. Jesteś dobrym człowiekiem, mężczyzną, który został bardzo skrzywdzony i współczuję Tobie tego czego doświadczasz. Proszę Cię, nie odbieraj sobie życia, nawet jeśli miałbyś umrzeć z cierpienia. Wiem jak może boleć życie po stracie najbliższej ukochanej osoby ( w Twoim przypadku - twoich kobiet), ale "moc w słabości się doskonali" i głęboko wierzę, że stać Ciebie na podjecie decyzji, która zmieni Twoje życie. Zmieni je na lepsze, bez uzależniania się od czegokolwiek, nawet bez uzależniania się od miłości kobiety. Krzysztofie! Tylko kochając siebie, możesz pokochać drugą osobę, nie krzywdząc jej. Wiem, że "pan x" to obcy, który wdarł się jak intruz do Twojego wnętrza. Być może za sprawą środków chemicznych (dragów), nieważne. Na pewno sam "go" nie zapraszałeś, jednak on (ten "x") skrzywdził twoje dziewczyny ( córkę i żonę) za Twoim przyzwoleniem. Proponuję Tobie, abyś skorzystał z psychoterapii, lekarze, terapeuci znają mechanizmy naszych ludzkich zachowań, a pokora, którą nabywamy upadając, pozwoli nam podnieść się z naszych upadków. Wiesz, nie jest słabością upaść (każdemu w życiu to się zdarza - każdemu), ale słabością jest nie podnieść się z upadku. Jestem myślami z Tobą i głęboko wierzę w Twoją mądrość! Anżelika

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica